16.10.2006, 02:33
Jako, że macsa wystawił tę kompilację w tym watku, to włanie tutaj podzielę się moimi wrażeniami. Najpierw o jakoci. Nie jestem fanem nagrań z widowni. Właciwie to ich nie lubię i od razu z zasady się do nich zniechęcam. Dlatego raczej nie podniecałem się tym zbiorem pomimo, że zawiera kilka ciekawych i zdecydowanie wartych uwagi wykonań. Muszę jednak powiedzieć, że jakoć niektórych kawałków jest naprawdę wysmienita i smiem twierdzić, że chwilami nawet lepsza niż dwóch numerów z konsolety pamiętnego koncertu w Sali Kongresowej. Oprócz ogromnej wartoci sentymentalnej, te dwa nagrania jednak nie wyróżniajš się niczym specjalnym jak dla mnie. Jak na pochodzenie z konsolety, to powiedziałbym, że nawet rozczarowujš jakociš... Ale za to What It Is, jest kapitalne! Naprawdę wietna wersja. Dla mnie jednak na kršżku pierwszym oprócz dwóch pierwszych numerów i What It Is na uwagę zasługuje jeszcze tylko Sailing To Philadelphia z Jamesem Taylorem. Reszta jest powiedziałbym standardowa i niczym specjalnym sie nie wyróżnia. Dysk nr 2 jest juz znacznie ciekawszy, utwory, gdzie gocinnie pojawia się Sonny Landreth sš zagrane fantastycznie, natomiast jakoć nagrań z Emmylou Harris już rozczarowuje, stšd nie odbieram ich najlepiej. Speedway at Nazareth zdecydowanie lepszy moim zdaniem jest w jakoci soudboard (najlepszy według mnie z Toronto 2001) i ten z niniejszej kompilacji musi się schować pomimo goci, których po prostu nie słychać. Dysk nr 3 jest natomiast najciekawszy wg mnie. Pierwszy kawałek po prostu 'rozwala' i to nie ze względu na maestrię wykonania, lecz wręcz przeciwnie. Słuchałem i nie wierzyłem... Jackson Brown, który został zaproszony do wykonania tego numeru (Sailing To Philadelphia), zrobił tam niezłš kaszankę... Nie doć, że był totalnie nieprzygotowany i nie znał utworu, który piewał (gdyby nie Mark, który podchwytywał w odpowiednich momenatch jego partie - pogubiłby się totalnie), to w dodatku pojawiły się poważne zgrzyty instrumentalne. Taki piękny kawałek został zmasakrowany... Nie słyszałem, żeby było kiedykolwiek takie zamieszanie podczas koncertu MK. Kolejny numer - Prairie Wedding za to rekompensuje poprzednie kwasy. Piękny... i z wyranym uczestnictwem gocia - Bonnie Rait na gitarze slide, co czyni go naprawdę godnym uwagi. Telegraph Road, Brothers In Arms oraz Money For Nothing - jak dla mnie standardowe (jeli mozna w ogóle uzyć takiego okreslenia co do tych utworów). Nie ukrywam, że dla mnie w tym zbiorze najciekawsze i najbardziej wartociowe sš kawałki z prób, szczególnie Portobello Belle oraz niezapomniany Silvertown Blues. Szkoda, że ten ostatni tylko w skromnym urywku - uważam, że zdecydowanie zasługiwał na włšczenie go do setlisty - byłby jednym z najwspanialszych momentów koncertu... Reasumujšc, ja zrobiłym z tego może jeden, ewentualnie dwa kršżki, pozostawiajšc naprawdę rzadkoci i rarytasy a pomijajšc numery, które można jednak znaleć w lepszej jakoci z tej trasy. Macsa - zrobiłe jednak wietnš robotę oczyszczajšc ten materiał z szumów i trzasków, a przede wszystkim, dzielšc się nim z nami
Dziekuję! 
PS. Dodam jeszcze tylko, że moim zdaniem ten album i ta trasa jak dotšd sš THE BEST jesli chodzi o solowe dokonania MK.
Dziekuję! 
PS. Dodam jeszcze tylko, że moim zdaniem ten album i ta trasa jak dotšd sš THE BEST jesli chodzi o solowe dokonania MK.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

