14.07.2006, 21:35
Osobicie powiem wam, że pomimo tego że jestem miejscowy to jednak na koncert się nie wybieram. Dlaczego?
Po pierwsze: byłem na koncercie Jarre'a przed rokiem i niestety Stocznia nie jest odpowiednim miejscem na tego typu koncert. Miejsca za bilety w redniej cenie sš strasznie daleko od sceny.
Po drugie: wiem, że to moja subiektywna opinia, ale nie przepadam za koncertami na 50 ty osób i więcej (przyczyny: patrz powyżej). Poza tym Waters powiedział o Gilmourze: "napisałem The Wall jako atak na koncerty na stadionach dla kilkudziesięciu tysięcy i więcej osób a teraz Gilmour zgarnia kasę grajš na stadionach kawałki z The Wall". Co w tym jest...
Po trzecie: Gilmour to taki sam przypadek jak Jarre: pieprzenie o idei, wielkoci "Solidarnoci", a przyjeżdża tutaj dla kasy (w końcu po raz pierwszy od wielu lat zagra dla 100 ty. osóB). Nawet nie pomylał o tym żeby chociaż częć przeznaczyć na muzeum "Solidarnoci" albo co w tym stylu. Zresztš wiadomo: druga taka okazja dla zgarnięcia takiego hajcu długo się nie zdarzy.
Po czwarte: w jakby nawišzaniu do punktów 1 oraz 2: jestem zwolennikiem kameralnych koncertów. Coraz bardziej dorastam do myli aby zaszaleć i wybrać się na wspólny występ Andersona i Wakemana w padzierniku do Edynbuga... To będzie co!!!
PS. Nie miałem zamiaru nikogo zniechęcić, wyrażam tylko swojš opinię
Po pierwsze: byłem na koncercie Jarre'a przed rokiem i niestety Stocznia nie jest odpowiednim miejscem na tego typu koncert. Miejsca za bilety w redniej cenie sš strasznie daleko od sceny.
Po drugie: wiem, że to moja subiektywna opinia, ale nie przepadam za koncertami na 50 ty osób i więcej (przyczyny: patrz powyżej). Poza tym Waters powiedział o Gilmourze: "napisałem The Wall jako atak na koncerty na stadionach dla kilkudziesięciu tysięcy i więcej osób a teraz Gilmour zgarnia kasę grajš na stadionach kawałki z The Wall". Co w tym jest...
Po trzecie: Gilmour to taki sam przypadek jak Jarre: pieprzenie o idei, wielkoci "Solidarnoci", a przyjeżdża tutaj dla kasy (w końcu po raz pierwszy od wielu lat zagra dla 100 ty. osóB). Nawet nie pomylał o tym żeby chociaż częć przeznaczyć na muzeum "Solidarnoci" albo co w tym stylu. Zresztš wiadomo: druga taka okazja dla zgarnięcia takiego hajcu długo się nie zdarzy.
Po czwarte: w jakby nawišzaniu do punktów 1 oraz 2: jestem zwolennikiem kameralnych koncertów. Coraz bardziej dorastam do myli aby zaszaleć i wybrać się na wspólny występ Andersona i Wakemana w padzierniku do Edynbuga... To będzie co!!!
PS. Nie miałem zamiaru nikogo zniechęcić, wyrażam tylko swojš opinię

