31.05.2006, 04:01
Jestem pod wrażeniem. Wiem jak trudno znaleć słowa aby opisać Wielkie Emocje, wietnie się to Tobie udało, Robsonie. Już się bałem, że nie usłyszymy jak to w końcu było, bo co ciężko było wystartować, ale w końcu się udało i to naprawdę znakomicie!
Szczerze Wam gratuluję, naprawdę wietnie, że moglicie (chcielicie!!
TAM być, i dzięki temu my również możemy.
Ja wprawdzie słuchałem tylko nagrania (i to z widowni), ale wyobrażam sobie wietnie, że Przeżycie i Emocje były wyjštkowe. Ciekawe jest to co piszecie o perfekcyjnoci wykonania i brzmienia... Słuchajšc brukselskiego bootlegu, chwilami miałem wrażenie, że jestem na próbie. Autentycznie. Moim pierwszym spostrzeżeniem było to, że Mark i Emmy najlepiej brzmiš w swoich indywidualnych repertuarach, tam , gdzie czuja się najlepiej (najpewniej). Utwory, które zapiewała Emmy, uważam były znakomite. Red Dirt Girl i Michaelangelo bardzo mi sie podobajš i często je powtarzam (byc może dlatego, ze sš nowe, a byc może dlatego, że sš po prostu wietne). Mark w swoich solowych (także Straitsowych) numerach wypadł fantastycznie (z wyjštkiem Our Shangri-La gdzie- nie dam sobie powiedzieć- spiewa bardzo nierówno). Tam , gdzie piewajš duety jest różnie, jedne numery lepiej - jedne słabiej. Dla mnie najpiękniejszym momentem tych koncertów jest I Dug Up A Diamond. To MUSIAŁO być co niesamowitego na żywo. Kapitalnie zagrane i (o tak
) zapiewane. Końcowe solo na dwie gitary to mistrzostwo wiata "still brings me to tears"... Why Worry... - na pewno oryginalne i piękne, choć pomysł wcale nie nowy, w podobny spsób (lecz oczywicie bez Emmy) było już wykonywane przez Notting Hillbillies, Everly Brothers czy Cheta Atkinsa. Zgadzam się że tego wieczoru musiało brzmieć magicznie...
Takie sš moje odczucia. Oczywicie to co słyszałem z nagrań, reprezentuje pewnie 50% tego co przeżywa się będšc tam, na sali, czujšc tę Muzykę każdym nerwem... I włanie tego Wam zazdroszczę. Ale też bardzo się cieszę, że bylicie, zobaczylicie, przeżylicie... To na pewno zostanie w Was do końca. Jednym słowem - BRAWO! Chcieć to MÓC, prawda?
Ja jednak tym razem minę się z Markiem. Nie dlatego, że nie chcę być na Jego koncercie ale dlatego, że jest Co, czego pragnę bardziej...
Dziękuję Wam za Wspaniałe Relacje - Pablo, Jambore, Andrzej... Wasze również sš rewelacyjne!
Pozdrawiam
Szczerze Wam gratuluję, naprawdę wietnie, że moglicie (chcielicie!!
TAM być, i dzięki temu my również możemy. Ja wprawdzie słuchałem tylko nagrania (i to z widowni), ale wyobrażam sobie wietnie, że Przeżycie i Emocje były wyjštkowe. Ciekawe jest to co piszecie o perfekcyjnoci wykonania i brzmienia... Słuchajšc brukselskiego bootlegu, chwilami miałem wrażenie, że jestem na próbie. Autentycznie. Moim pierwszym spostrzeżeniem było to, że Mark i Emmy najlepiej brzmiš w swoich indywidualnych repertuarach, tam , gdzie czuja się najlepiej (najpewniej). Utwory, które zapiewała Emmy, uważam były znakomite. Red Dirt Girl i Michaelangelo bardzo mi sie podobajš i często je powtarzam (byc może dlatego, ze sš nowe, a byc może dlatego, że sš po prostu wietne). Mark w swoich solowych (także Straitsowych) numerach wypadł fantastycznie (z wyjštkiem Our Shangri-La gdzie- nie dam sobie powiedzieć- spiewa bardzo nierówno). Tam , gdzie piewajš duety jest różnie, jedne numery lepiej - jedne słabiej. Dla mnie najpiękniejszym momentem tych koncertów jest I Dug Up A Diamond. To MUSIAŁO być co niesamowitego na żywo. Kapitalnie zagrane i (o tak
) zapiewane. Końcowe solo na dwie gitary to mistrzostwo wiata "still brings me to tears"... Why Worry... - na pewno oryginalne i piękne, choć pomysł wcale nie nowy, w podobny spsób (lecz oczywicie bez Emmy) było już wykonywane przez Notting Hillbillies, Everly Brothers czy Cheta Atkinsa. Zgadzam się że tego wieczoru musiało brzmieć magicznie... Takie sš moje odczucia. Oczywicie to co słyszałem z nagrań, reprezentuje pewnie 50% tego co przeżywa się będšc tam, na sali, czujšc tę Muzykę każdym nerwem... I włanie tego Wam zazdroszczę. Ale też bardzo się cieszę, że bylicie, zobaczylicie, przeżylicie... To na pewno zostanie w Was do końca. Jednym słowem - BRAWO! Chcieć to MÓC, prawda?
Ja jednak tym razem minę się z Markiem. Nie dlatego, że nie chcę być na Jego koncercie ale dlatego, że jest Co, czego pragnę bardziej...
Dziękuję Wam za Wspaniałe Relacje - Pablo, Jambore, Andrzej... Wasze również sš rewelacyjne!
Pozdrawiam
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...

