30.05.2006, 20:56
Dobra, trzeba powiedziec jak było
Byłem strasznie wkurzony tym, że nie udało nam się dorwać Marka ( o tym innym razem), a tuż po koncercie bylimy zrezygnowani i jeszcze sporo czasu spedzielimy w Color Line Arena, sšdzšc, ze Mark tuż po koncercie się ulotnił. Wyszlimy z hali (i tu muszę się pochwalić) zszedłem kratownicš w dół i moje serce mocniej zabiło. Przed wejciem do którego weszli Mark i Emmy na próbę dwięku stał ten sam granatowy mercedes klasy S!!! O Boże, czyżby Mistrz jeszcze tam był???!!! Krzyknšłem do "forumowej ekipy" i w cišgu chwili bylimy wszyscy na dole bardzo podekscytowani... Kierowca "Mesia"-powiedział, że Mark pojechał, ale stwierdzilimy, że nie ma co za bardzo mu wierzyć..., bo po co by tu był ten pojazd klasy S... Czekalimy i czekalimy i mercedes podjechał pod inne wejcie a my razem z nim tam poszlimy. Wjechał prze bramę dokładnie z tyłu sceny (widzielimy jak rozbierajš scene), a za chwilę pojawił sie Paul Crockford. O kurcze, pomylałem, Mark jest tu jeszcze!!! Nogi zrobiły mi się z waty, zresztš nie tylko mi... Po jakim czasie otworzyły się drzwi do merca i wsiadła EH. Paul widzšc okupujšcych fanów, idšc w naszym kierunku powiedział: "each one item only and pls slowly" Mercedes wyjechał z bramy i sie zatrzymał. Udało mi sie podbiec pierwszy i powiedziałem Emmy, że koncert był super i że jestemy z Polski i że przyjechalimy 1000 km, żeby tu być, dostałem autograf na programie. Zaraz utworzyła się kolejka, a wszystko koordynował stojšc tuż za "mesiem" Paul Crockford. Wtedy Andrzej wpadł na pomysł, żeby banerek który trzymał uwietnił swoim podpisem Paul. Jako, że troszkę gadam po angielsku podszedłem do Paula i zapytałem go czy go podpisze. Paul był wyranie zakłopotany, że kto go prosi o autograf, ale wtedy powiedziałm mu, to co Emmy, że z Polski i tyle kilosów zrobilimy żeby zobaczyć naszego Mareczka. Mówię do niego, że z Polski,a on: "skšd?", a ja: z Polski, z Gdanska, Warszawy, Krakowa i że zrobilimy 1000 km, zeby tu być i dodalem niemiało: "Jestemy szaleni?" Usmiechnšł sie i odrzekł: "o tak, jestecie szaleni"... Ja mu na to: przyjedzcie w takim razie do Polski. On rzekł i tu cytuje: "We'll not come to Poland in 2008", czyli, że nie bedzie ich w Polsce w roku 2008, ale dobra wiadomoć to taka, że chyba będzie trasa!!!
Zrobiło mi sie głupio pamiętajšc o smierdzšcej garderobie, rozwalonych krzesłach i Torwarze, nie sprzedanym do ostatniego miejsca...
Niestety zapytalem go również, czy Mark już pojechał i niestety potwierdził to
Ot i cała nasza przygoda z Paulem. A oto, co napisał na banerze:
"Thanks for coming. It is very appreciated. Paul Crockford"
czyli w lunym tłumaczeniu: "dzieki ze przyjechalicie, bardzo to doceniamy"
Byłem strasznie wkurzony tym, że nie udało nam się dorwać Marka ( o tym innym razem), a tuż po koncercie bylimy zrezygnowani i jeszcze sporo czasu spedzielimy w Color Line Arena, sšdzšc, ze Mark tuż po koncercie się ulotnił. Wyszlimy z hali (i tu muszę się pochwalić) zszedłem kratownicš w dół i moje serce mocniej zabiło. Przed wejciem do którego weszli Mark i Emmy na próbę dwięku stał ten sam granatowy mercedes klasy S!!! O Boże, czyżby Mistrz jeszcze tam był???!!! Krzyknšłem do "forumowej ekipy" i w cišgu chwili bylimy wszyscy na dole bardzo podekscytowani... Kierowca "Mesia"-powiedział, że Mark pojechał, ale stwierdzilimy, że nie ma co za bardzo mu wierzyć..., bo po co by tu był ten pojazd klasy S... Czekalimy i czekalimy i mercedes podjechał pod inne wejcie a my razem z nim tam poszlimy. Wjechał prze bramę dokładnie z tyłu sceny (widzielimy jak rozbierajš scene), a za chwilę pojawił sie Paul Crockford. O kurcze, pomylałem, Mark jest tu jeszcze!!! Nogi zrobiły mi się z waty, zresztš nie tylko mi... Po jakim czasie otworzyły się drzwi do merca i wsiadła EH. Paul widzšc okupujšcych fanów, idšc w naszym kierunku powiedział: "each one item only and pls slowly" Mercedes wyjechał z bramy i sie zatrzymał. Udało mi sie podbiec pierwszy i powiedziałem Emmy, że koncert był super i że jestemy z Polski i że przyjechalimy 1000 km, żeby tu być, dostałem autograf na programie. Zaraz utworzyła się kolejka, a wszystko koordynował stojšc tuż za "mesiem" Paul Crockford. Wtedy Andrzej wpadł na pomysł, żeby banerek który trzymał uwietnił swoim podpisem Paul. Jako, że troszkę gadam po angielsku podszedłem do Paula i zapytałem go czy go podpisze. Paul był wyranie zakłopotany, że kto go prosi o autograf, ale wtedy powiedziałm mu, to co Emmy, że z Polski i tyle kilosów zrobilimy żeby zobaczyć naszego Mareczka. Mówię do niego, że z Polski,a on: "skšd?", a ja: z Polski, z Gdanska, Warszawy, Krakowa i że zrobilimy 1000 km, zeby tu być i dodalem niemiało: "Jestemy szaleni?" Usmiechnšł sie i odrzekł: "o tak, jestecie szaleni"... Ja mu na to: przyjedzcie w takim razie do Polski. On rzekł i tu cytuje: "We'll not come to Poland in 2008", czyli, że nie bedzie ich w Polsce w roku 2008, ale dobra wiadomoć to taka, że chyba będzie trasa!!!
Zrobiło mi sie głupio pamiętajšc o smierdzšcej garderobie, rozwalonych krzesłach i Torwarze, nie sprzedanym do ostatniego miejsca...Niestety zapytalem go również, czy Mark już pojechał i niestety potwierdził to
Ot i cała nasza przygoda z Paulem. A oto, co napisał na banerze:
"Thanks for coming. It is very appreciated. Paul Crockford"
czyli w lunym tłumaczeniu: "dzieki ze przyjechalicie, bardzo to doceniamy"
A long time ago came a man on a track...

