30.05.2006, 18:59
Nie wiem od czego zaczšć bo myli i emocji jest tak wiele, że zawsze przy podobnych okolicznociach wszystko to trochę mnie przerasta.
Najpierw chciałbym podziękować Wszystkim, że mogłem uczestniczyć w tej niezwykłej, kolejnej przygodzie życia. Zawsze chciałem poznać wspaniałych, prawdziwych (czyt. szalonych) fanów MK i 28 maja marzenia się ziciły. Ukłony w stronę Andrzeja i Waldka (jambore) od których wszystko się zaczęło. Dziękuję Wojtkowi(Raingod) i Marlenie, że mogłem szczeliwie dotrzeć do Andrzeja który bardzo ciepło i rodzinnie Nas wszystkich ugocił. Waldkowi który zatroszczył się o nocleg i był dosłownie wszędzie biegajšc i napędzajšc Nas pozytywnš energiš.
Tak to była dłuuuga droga w deszczu i silnym wietrze do najważniejszego muzycznego miasta tego roku...Olbrzymi stadion a obok Color Line Arena- od samego poczštku zrobiła na mnie wrażenie.
Póne popołudnie widzimy czarnego mercedesa. Pablosan intuicyjnie wyczuwa: to musi być Mark!!! Nie myli się. Podbiegamy szybko i z daleka widzimy Emmylou i wszystko staje się jasne za chwilkę wysiada Mark a My krzyczymy Mark Mark- prawie niewidoczny cofa się o krok i macha do Nas. Dreszcze przebiegaja przez ciało, nie ostatni raz tego dnia...
20.05 a więc punktualnie zaczyna się koncert. Right Now na dobry poczštek ku mojemu zdziwieniu. Liczyłem na This Is Us albo Beachcombing (którego notabene nie było w planie). Nie będe się rozpisywał o poszczególnych utworach ale kiedy usłyszałem I Dug Up A Diamond na dwie gitary byłem bardzo podekscytowany i jak dla mnie już wtedy (4 utwór na setlicie) magia absolutna i zdecydowanie najpiękniesze (chyba) chwile koncertu. Nie waham się aby odważnie podkrelić, że to najlepszy koncert MK jaki dane było mi przeżyć. Dla mnie to wielkie zaskoczenie bo przecież wychowałem się na DS a usłyszelismy tylko Romeo And Juliet (cudowne wykonanie), i So Far Away. Nie liczę Why Worry na sam koniec bo uważam, że ten utwór Mark razem z Emmy napisali raz jeszcze...
Repertuar moim skromnym zdaniem obronił się znakomicie ale nagłonienie, brzmienie i wyselekcjonowanie każdego instrumentu perfekcyjne i bez zarzutu i kto wie czy to również nie przyczyniło się do tego, że tego wieczoru nie potrzebowałem aż tak bardzo DS i nie boje się stwierdzenia: najlepszy jaki widziałem a był to 4 występ MK na jakim byłem. Po prostu utwierdziłem się tylko jak wiele zależy od naglonienia i czystoci dwięku- magia.
Moje miejsce obok Andrzeja który siedział jak zaczarowany od czasu do czasu na mnie zerkajšc- tak rozumielimy sie bez słów. Po prawej stronie Ptysia i Tomek(Dudageo) i nie obyło się z goršcymi komentarzami w trakcie. Miejsca mielimy na płycie a koncert w zamierzeniu bardziej kameralny bo wszędzie rozstawione krzesełka. Cóż powiedzieć siedziałem jak zamurowany Mark w wymienitej formie umiechnięty i przyjazny. A utwory płynęły jeden po drugim. Np. kiedy zaczynali Belle Star mylałem, że to będzie Two Young Lovers- bardzo podobny wstęp.
All That Matters- przeliczne takie jakie pamiętamy z koncertów amerykańskich. I w ogóle obecnoć Stuarta Duncana ubogaciła ten koncert. Tak skrzypce to jest to!
Emmylou Harris jest doskonałš wokalistkš. I naprawdę trzeba odrzucić wszelkie uprzedzenia bo udowodniła, że potrafi wspaniale i bardzo mocno piewać. A pieni z Jej solowej twórczoci bardzo mnie poruszyły- zapiewała 4 utwory w jedym Mark w chórkach a ponadto towarzyszył Jej na gitarze pozostajšc z boku i odrobinkę w cieniu. Proporcje idealnie wyważone tzn. Emmy towarzyszyła Markowi w sposób bardzo przemylany i nie mam uczucia, że może pozostała niedoceniona czy może piewała za dużo. To rzeczywicie był wieczór duetowych wykonań różnych piosenek.
Strzał w 10 aby Emmy np. zapiewała w chórkach podczas Speedway At Nazareth Może były takie chwile, że Jej bardzo mocny wokal nieco zagłuszał Marka ale All The Roadrunning już wiem, że na koncertach broni się bardzo dobrze. Po prostu TA PARA jest bardzo dobrze dobrana i zgrana. Bez niepokoju, że może Mark tu i ówdzie nie wycišgnie.
Ostatnie 4 utwory to było szaleństwo. This Is Is Goodbye, So Far Away, Our Shangri-La i Why Worry stalimy pod scenš...Nigdy wczeniej nie byłem tak blisko Marka. Nigdy wczeniej tak blisko nie widziałem jak gra. MISTRZOSTWO WIATA- tylko tyle mogę powiedzieć. Ponadto naturalnoć i jak zwykle nic z taniego gwiazdorstwa. Taki jest Mark. Widział nasz transparent. Andrzej też o tym wie.
Tyle na razie goršcych wrażeń. O 22.05 Mark i Emmy z całym zespołem pięknie nam, sie pokłonili.
Potem bawilimy się w łowców autografów. Udało się tylko zatrzymać samochód Emmylou co i tak uważamy za Nasz Wielki Sukces. Jest co jeszcze opowiadać ale może na razie tyle wystarczy.
Hamburska setlista 28 maja A.D. 2006
Right now
Red staggerwing
Michelangelo
I dug up a diamond
Born to run
Red dirt girl
Done With Bonaparte
Romeo & Juliet
Song for Sonny Liston
All that matters
Donkey town
This is us
Belle star
Boulder to Birmingham
All the roadrunning
Speedway at Nazareth
If this is goodbye
So far away
Our Shangri-La
Why worry
Najpierw chciałbym podziękować Wszystkim, że mogłem uczestniczyć w tej niezwykłej, kolejnej przygodzie życia. Zawsze chciałem poznać wspaniałych, prawdziwych (czyt. szalonych) fanów MK i 28 maja marzenia się ziciły. Ukłony w stronę Andrzeja i Waldka (jambore) od których wszystko się zaczęło. Dziękuję Wojtkowi(Raingod) i Marlenie, że mogłem szczeliwie dotrzeć do Andrzeja który bardzo ciepło i rodzinnie Nas wszystkich ugocił. Waldkowi który zatroszczył się o nocleg i był dosłownie wszędzie biegajšc i napędzajšc Nas pozytywnš energiš.Tak to była dłuuuga droga w deszczu i silnym wietrze do najważniejszego muzycznego miasta tego roku...Olbrzymi stadion a obok Color Line Arena- od samego poczštku zrobiła na mnie wrażenie.
Póne popołudnie widzimy czarnego mercedesa. Pablosan intuicyjnie wyczuwa: to musi być Mark!!! Nie myli się. Podbiegamy szybko i z daleka widzimy Emmylou i wszystko staje się jasne za chwilkę wysiada Mark a My krzyczymy Mark Mark- prawie niewidoczny cofa się o krok i macha do Nas. Dreszcze przebiegaja przez ciało, nie ostatni raz tego dnia...
20.05 a więc punktualnie zaczyna się koncert. Right Now na dobry poczštek ku mojemu zdziwieniu. Liczyłem na This Is Us albo Beachcombing (którego notabene nie było w planie). Nie będe się rozpisywał o poszczególnych utworach ale kiedy usłyszałem I Dug Up A Diamond na dwie gitary byłem bardzo podekscytowany i jak dla mnie już wtedy (4 utwór na setlicie) magia absolutna i zdecydowanie najpiękniesze (chyba) chwile koncertu. Nie waham się aby odważnie podkrelić, że to najlepszy koncert MK jaki dane było mi przeżyć. Dla mnie to wielkie zaskoczenie bo przecież wychowałem się na DS a usłyszelismy tylko Romeo And Juliet (cudowne wykonanie), i So Far Away. Nie liczę Why Worry na sam koniec bo uważam, że ten utwór Mark razem z Emmy napisali raz jeszcze...
Repertuar moim skromnym zdaniem obronił się znakomicie ale nagłonienie, brzmienie i wyselekcjonowanie każdego instrumentu perfekcyjne i bez zarzutu i kto wie czy to również nie przyczyniło się do tego, że tego wieczoru nie potrzebowałem aż tak bardzo DS i nie boje się stwierdzenia: najlepszy jaki widziałem a był to 4 występ MK na jakim byłem. Po prostu utwierdziłem się tylko jak wiele zależy od naglonienia i czystoci dwięku- magia.
Moje miejsce obok Andrzeja który siedział jak zaczarowany od czasu do czasu na mnie zerkajšc- tak rozumielimy sie bez słów. Po prawej stronie Ptysia i Tomek(Dudageo) i nie obyło się z goršcymi komentarzami w trakcie. Miejsca mielimy na płycie a koncert w zamierzeniu bardziej kameralny bo wszędzie rozstawione krzesełka. Cóż powiedzieć siedziałem jak zamurowany Mark w wymienitej formie umiechnięty i przyjazny. A utwory płynęły jeden po drugim. Np. kiedy zaczynali Belle Star mylałem, że to będzie Two Young Lovers- bardzo podobny wstęp.
All That Matters- przeliczne takie jakie pamiętamy z koncertów amerykańskich. I w ogóle obecnoć Stuarta Duncana ubogaciła ten koncert. Tak skrzypce to jest to!Emmylou Harris jest doskonałš wokalistkš. I naprawdę trzeba odrzucić wszelkie uprzedzenia bo udowodniła, że potrafi wspaniale i bardzo mocno piewać. A pieni z Jej solowej twórczoci bardzo mnie poruszyły- zapiewała 4 utwory w jedym Mark w chórkach a ponadto towarzyszył Jej na gitarze pozostajšc z boku i odrobinkę w cieniu. Proporcje idealnie wyważone tzn. Emmy towarzyszyła Markowi w sposób bardzo przemylany i nie mam uczucia, że może pozostała niedoceniona czy może piewała za dużo. To rzeczywicie był wieczór duetowych wykonań różnych piosenek.
Strzał w 10 aby Emmy np. zapiewała w chórkach podczas Speedway At Nazareth Może były takie chwile, że Jej bardzo mocny wokal nieco zagłuszał Marka ale All The Roadrunning już wiem, że na koncertach broni się bardzo dobrze. Po prostu TA PARA jest bardzo dobrze dobrana i zgrana. Bez niepokoju, że może Mark tu i ówdzie nie wycišgnie.Ostatnie 4 utwory to było szaleństwo. This Is Is Goodbye, So Far Away, Our Shangri-La i Why Worry stalimy pod scenš...Nigdy wczeniej nie byłem tak blisko Marka. Nigdy wczeniej tak blisko nie widziałem jak gra. MISTRZOSTWO WIATA- tylko tyle mogę powiedzieć. Ponadto naturalnoć i jak zwykle nic z taniego gwiazdorstwa. Taki jest Mark. Widział nasz transparent. Andrzej też o tym wie.
Tyle na razie goršcych wrażeń. O 22.05 Mark i Emmy z całym zespołem pięknie nam, sie pokłonili.Potem bawilimy się w łowców autografów. Udało się tylko zatrzymać samochód Emmylou co i tak uważamy za Nasz Wielki Sukces. Jest co jeszcze opowiadać ale może na razie tyle wystarczy.

Hamburska setlista 28 maja A.D. 2006
Right now
Red staggerwing
Michelangelo
I dug up a diamond
Born to run
Red dirt girl
Done With Bonaparte
Romeo & Juliet
Song for Sonny Liston
All that matters
Donkey town
This is us
Belle star
Boulder to Birmingham
All the roadrunning
Speedway at Nazareth
If this is goodbye
So far away
Our Shangri-La
Why worry
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
To make your whole life better
Your whole life better one day

