09.05.2005, 17:04
Też tam byłem, miód i wino piłem... (miód i wino, to oczywiście muzyka Mareczka). Pierwszy raz na koncercie Marka i dreszczyk przez plecy nie raz przechodził... Wszystko było doskonałe, począwszy od najważniejszej muzyki, poprzez atmosferę, oswietlenie, ......... Wielka rzecz!! Długo zapadnie w pamięci. I nawet nie mam ochoty teraz rozkładać koncert na czynniki pierwsze, analizując każdy utwór, każdą nutę i każde słowo, ale właśnie jako całość brać to, co mi zaszczyt było przeżyc. Nie do opisania! Pozdrawiam wszystkich, łacznie z tymi forumowiczami, z którymi udało mi się zagadnąć jedynie "cześć". Przepraszam za tak krótkie najście, ale podróż do domu była dłuuuuga i męcząca a środek transportu nie czka wieczność, więc musiałem zmykać...
Sometimes you`re the windshield...
Sometimes you`re the bug...
Sometimes you`re the bug...

