Liczba postów: 685
Liczba wątków: 55
Dołączył: 07.2005
hehehe wywody Stacha mnie rozczulają.. już nie bądź taki delikatniusi..ciągle się tłumaczysz i jak Ci kazali pisać "moim zdaniem" to dodajesz nawet jak stwierdzasz że jesz smaczną bułkę, Twoim zdaniem  hehe
pozdro
Liczba postów: 1,453
Liczba wątków: 44
Dołączył: 02.2005
Stach napisał(a):Mówiąc starzy wyjadacze - mam na myśli tych, którzy mają większe obycie z muzyką DS/MK. Przecież jesteśmy prawie rówieśnikami. Nie miałem na myśli Ciebie ani nic związanego z wiekiem kogokowiek.
B: ironia...
Dobrze, dodałbym jeszcze śpiew.
Nie powiedziałem, że nie podobają mi się klawisze i rozmach "OES". Nieprzypadkowo wymieniłem trzy utwory z "OES", żebym ich nie docenił i nie lubił.
B: pisales o dodatkowych muzykach i klimacie DS, jakoby OES go zatracilo bo wychodzi poza Twoja definicje rock-bandu jaka jest zespol zlozony z gitar i bebnow.
Argument, na który czekasz: Mark Knopfler chciał sukcesu, dlatego na "Brothers In Arms" są przebojowe, typowo singlowe utwory, mające na celu przynieść popularność zespołowi.
B: rozumiem ze masz na mysli np. walk of life czy M4N. Pytanie brzmi - czy jesli utwor jest latwo wpadajacy w ucho, odpowiedni w formie do broadcastu radiowego to znaczy ze jest mniej ambitny. Polemizowalbym. Jesli przyjrzec sie blizej chocby walk of life to odnajdziemy w nim rasowy lick country'owy a na trasie OES fantastyczne solo Franklina. Czy fakt, ze na BiA obok prawdziwych perel pokroju BiA, Why Worry czy Ride Across the River jest miejsce na M4N i WOL jest rownoznaczny z podejsciem Knopflera do produkcji tego albumu (nastawieniem na komercyjny sukces)? IMO nie.
Miałem na myśli mniej grania dynamicznego, rozbudowanego, wirtuozowskiego. Masz rację - to subtelne granie też wymagało też wielkich umiejętności, ale o innym charakterze.
B: Porownujesz dwie plyty (BiA i OES) z czterema wczesniejszymi - walka nierowna, to raz. a dwa - od kiedy to granie dynamiczne = wirtuozeria? Tzn. ze taki Gilmour np. jest miernym gitarzysta bo nei gra dynamicznie? Ja uwazam, ze kunszt Marka jako gitarzysty mozna odnalezc zarowno w kilkuminotywch solach z LOG jak i na pojedynczych, ale jakze celnie dobranych i perfekcyjnie wymuskanych, nutach z BiA, OES, Golden Heart czy Shangri-La.(idac dalej) pozdr
You do what you want to
You go your own sweet way...
Liczba postów: 234
Liczba wątków: 16
Dołączył: 11.2007
Posłuchaj, ja nie mam obmyślonego ścisłego zdania, definicji, którego się kurczowo trzymam, to nie matematyka, wtedy dyskusja staje się jałowa.
"On Every Street" ma inny klimat niż pozostałe płyty, sam o tym wiesz. Najbliżej mu do "BIA" ("Heavy Fuel", "You And Your Friend") troszeczkę do "LOG" ("Planet Of The New Orleans", "On Every Street"), a reszta to zupełnie nowa jakość w ich twórczości.
Ale ja nic nie pisałem o tym, że singlowe hity z "BIA" nie są ambitne. Ani słowa o tym nie napisałem, bo to oczywiste, że są, tzn. są to hity klasowe, na poziomie, bez grama sztampy lwiej większości współczesnych hitów. Tu mamy najlepszy przykład połączenia najwyższego poziomu artystycznego z osiągnięciem wielkiego sukcesu komercyjnego, co w dzisiejszych czasach już bardzo rzadko się zdarza.
A dlaczego nierówna walka? Może dla Ciebie. Nie rozumiem Cię tutaj, w takim razie nie mógłbym trzymając się Twojego zdania w ogóle porównywać dwóch wskazanych wcześniej przeze mnie okresów w działalności DS. Nie róbmy z tego matematyki.
Pisząc wirtuoz gitary mam na myśli biegłego technicznie wykonawcę umiejącego grać zarówno karkołomne solówki, ale też nie popisującego się techniką, lecz potrafiącego zagrać mniej efektownie technicznie, ale wolniej i bardziej emocjonalnie. Na pewno do takich zaliczam Knopflera, Johna Petrucciego, Andrew Latimera, Jana Akkermana, Steve'a Howe'a czy XVII/XVIII-wiecznych gitarzystów klasycznych. Gilmour - mieści w czołówce gitarzystów rockowych świata - uwielbiam go i wykorzystuję oryginalną technikę, ale biegłym, wszechstronnym gitarzystą niestety nie jest, gra raczej wolno, klimatycznie, podobnie The Edge - też ma oryginalne brzmienie, ale wirtuozem gitary nie jest, co nie znaczy, że nie mieście się w panteonie największych gitarzystów rockowych.
Kunszt Marka jest widoczny na wszystkich płytach DS/MK, ale korzysta on z różnych środków wyrazu.
Nie gram z nut, gram z serca
Liczba postów: 234
Liczba wątków: 16
Dołączył: 11.2007
fakungio napisał(a):hehehe wywody Stacha mnie rozczulają.. już nie bądź taki delikatniusi..ciągle się tłumaczysz i jak Ci kazali pisać "moim zdaniem" to dodajesz nawet jak stwierdzasz że jesz smaczną bułkę, Twoim zdaniem hehe
pozdro
Widzisz, ciągle mi coś zarzucają, wiesz to ciśnienie... trzeba się trochę skulić
Nie gram z nut, gram z serca
Liczba postów: 1,324
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2003
Myślicie, że MK z premedytacją nagrał taką płytę jak "BiA"? Że to miała być przebojowa płyta?
A long time ago came a man on a track...
Liczba postów: 1,453
Liczba wątków: 44
Dołączył: 02.2005
Stach napisał(a):Posłuchaj, ja nie mam obmyślonego ścisłego zdania, definicji, którego się kurczowo trzymam, to nie matematyka, wtedy dyskusja staje się jałowa.
B: tzn ze co, zmieniasz zdanie jak wiatr zawieje? wtedy dopiero dyskusja robi sie jalowa.
"On Every Street" ma inny klimat niż pozostałe płyty, sam o tym wiesz. Najbliżej mu do "BIA" ("Heavy Fuel", "You And Your Friend") troszeczkę do "LOG" ("Planet Of The New Orleans", "On Every Street"), a reszta to zupełnie nowa jakość w ich twórczości.
Ale ja nic nie pisałem o tym, że singlowe hity z "BIA" nie są ambitne.
B: napisales o BiA ze zostala zrobiona pod biznes - idac tym tropem moje rozumowanie jest raczej logiczne, nieprawdaz? chyba nie zaprzeczysz, ze wartosciujesz BiA nizej (chyba sam o tym pisales) min. z tego powodu. Rozumiem teraz, ze niefajne jest ze na BiA sa singlowe hity a nie to, ze te hity nie sa ambitne (bo sa) - ok, zatem dlaczego obecnosc singlowych hitow obniza wartosc plyty?
Ani słowa o tym nie napisałem, bo to oczywiste, że są, tzn. są to hity klasowe, na poziomie, bez grama sztampy lwiej większości współczesnych hitów. Tu mamy najlepszy przykład połączenia najwyższego poziomu artystycznego z osiągnięciem wielkiego sukcesu komercyjnego, co w dzisiejszych czasach już bardzo rzadko się zdarza.
B: ale mimo to BiA w Twoim rankingu wypada gorzej niz np jedynka
A dlaczego nierówna walka?
B: ilosciowo nierowna, po prostu. 4 lp vs 2. Ale ok, to faktycznie mniej istotne, chodzi o jakosc a nie ilosc przeciez.
Może dla Ciebie. Nie rozumiem Cię tutaj, w takim razie nie mógłbym trzymając się Twojego zdania w ogóle porównywać dwóch wskazanych wcześniej przeze mnie okresów w działalności DS. Nie róbmy z tego matematyki.
B: kazde porownanie to matematyka 
Pisząc wirtuoz gitary mam na myśli biegłego technicznie wykonawcę umiejącego grać zarówno karkołomne solówki, ale też nie popisującego się techniką, lecz potrafiącego zagrać mniej efektownie technicznie, ale wolniej i bardziej emocjonalnie. Na pewno do takich zaliczam Knopflera, Johna Petrucciego, Andrew Latimera, Jana Akkermana, Steve'a Howe'a czy XVII/XVIII-wiecznych gitarzystów klasycznych. Gilmour - mieści w czołówce gitarzystów rockowych świata - uwielbiam go i wykorzystuję oryginalną technikę, ale biegłym, wszechstronnym gitarzystą niestety nie jest, gra raczej wolno, klimatycznie, podobnie The Edge - też ma oryginalne brzmienie, ale wirtuozem gitary nie jest, co nie znaczy, że nie mieście się w panteonie największych gitarzystów rockowych.
B: mamy inne definicje gitarowego wirtuozerstwa zatem.
Kunszt Marka jest widoczny na wszystkich płytach DS/MK, ale korzysta on z różnych środków wyrazu.
B: i tak trzeba bylo od razu 
pablosan: ja uwazam ze nie.
You do what you want to
You go your own sweet way...
Liczba postów: 685
Liczba wątków: 55
Dołączył: 07.2005
24.06.2011, 01:10
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2011, 02:21 przez fakungio.)
Może pracę doktorancką napiszemy..
Stacha wyślijmy rakietą na planetę "pofilozofujmy sobie na tematy filozoficzne" hehehe
Liczba postów: 234
Liczba wątków: 16
Dołączył: 11.2007
Ty chyba faktycznie masz wybitnie umysł ścisły - ja Ci żadnego wzoru na moją "teorię muzyczną" nie wymyślę.
Jak wiatr zawieje to raczej zamykam okna, żeby nie trzaskały  .
Z jednej strony pod biznes - mamy kupę utworów pod radio, z drugiej Knopfler chciał, żeby były one na poziomie - są. A przede wszystkim chciał wreszcie sukcesu i musiał się przypodobać trochę tej wiecznie głodnej radiowych hitów amerykańskiej publiczności. Niektóre z tych utworów są świetne, nawet genialne ("Brothers In Arms", "So Far Away", "Ride Across The River", "Why Worry", "The Man's Too Strong"), reszta dla mnie jest trochę gorsza, co nie znaczy, że zła. Ale tutaj schodzimy na rozmowę o gustach - co się komu podoba.
Jak każde porównanie to matematyka? Ludzi też dzielisz matematycznie na lepszych i gorszych?
Fakungio - zajebista podróż by to była, może kiedyś
Nie gram z nut, gram z serca
Liczba postów: 1,453
Liczba wątków: 44
Dołączył: 02.2005
Stach napisał(a):Jak każde porównanie to matematyka? Ludzi też dzielisz matematycznie na lepszych i gorszych?
Chlopie. rozmawiamy o muzyce, w ktorej od poczatku wartosciujesz co jest lepsze a co gorsze, a potem robisz zdziwiona mine i kazesz nie uprawiac matematyki? Wez sie zastanow troche.
Tak, z zalozenia jesli zestawiasz dwie lub wiecej rzeczy ze soba zeby je porownac to jest to swojego rodzaju matematyka. I daruj sobie prosze pytania ad personam jak dziele ludzi, bo, z calym szacunku, nie czuje potrzeby zeby z Toba sie dzielic moim swiatopogladem.
edit: koncze studia humanistyczne, z matematyka u mnie kiepsko.
You do what you want to
You go your own sweet way...
Liczba postów: 359
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2005
Drogi Bet, skąd u Ciebie tak nieprzejednany stostunek do Twojego adwersarza, z czymś takim nigdy Ciebe nie kojarzyłem...
Liczba postów: 1,453
Liczba wątków: 44
Dołączył: 02.2005
Po prostu twardo dyskutuje, czy to cos zlego? Zreszta sam Stach pisal, ze nie chodzi o poklepywanie sie po pleckach  Zatem dyskutujmy! merytorycznie, twardo, nawet burzliwie. Zapewniam, ze zadnych zlych emocji w stosunku do Stacha ani nikogo, kto ma inne zdanie niz moje, nie zywie  Nie rozczulajmy sie zbytnio do cholery - forum to medium do dyskusji!
You do what you want to
You go your own sweet way...
Liczba postów: 359
Liczba wątków: 25
Dołączył: 10.2005
Liczba postów: 234
Liczba wątków: 16
Dołączył: 11.2007
Dobra, jest tu matematyka, ale niech będą jakieś granice zachowane.
Dokładnie, przy merytorycznych dyskusjach też uważam, żeby mówić to, co się myśli. Ale nie znaczy to, żeby zawzięcie walczyć o złote gacie! Ja też do nikogo nie mam urazy, żeby było jasne. Łączy nas przecież piękna rzecz - muzyka. Gdybyśmy o innych rzeczach rozmawiali, bardziej subtelnych to też ton wypowiedzi by się zmienił. A przecież nie możemy przepraszać za każde złe zdanie  .
Fakungio zaraz zacznie o filozofii  .
Nie gram z nut, gram z serca
Liczba postów: 1,453
Liczba wątków: 44
Dołączył: 02.2005
You do what you want to
You go your own sweet way...
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
Ale o co chodzi tutaj? Bo ja musze przyznać już się poubiłem
Stach Mark bodajże tylko raz przejał się krytyką. To było dokladnie w 1982 roku kiedy ukazywała się płyta "Love Over Gold" Że niby melancholijna, mało rockowa dlatego w tydzień nagrał Epke ExtendedancEPLAY szybką rock'n' rollową. Jakoś kłuje mnie w oczy stwierdzenie że Brothers In Arms była z góry skrojona i nagrana na zysk. Nie wiem skąd Ty masz takie wiadomości i wszystko tu w ogóle jakieś zagmatwane jest w tej dyskusji
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
SmokEustachy napisał(a):To kolejny wątek na zbliżony temat i kolejne wzburzone morze emocji. Ciekawy byłoby danie jakimś leszczom najpierw Brothers In Arms a potem Love Over Gold - czy zorientowaliby się że to ten sam zespół.
Bez przesady. A co to są leszcze? Nie podobają mi się takie zwroty.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 613
Liczba wątków: 25
Dołączył: 11.2005
Robson napisał(a):Ale o co chodzi tutaj? Bo ja musze przyznać już się poubiłem
Stach Mark bodajże tylko raz przejał się krytyką. To było dokladnie w 1982 roku kiedy ukazywała się płyta "Love Over Gold" Że niby melancholijna, mało rockowa dlatego w tydzień nagrał Epke ExtendedancEPLAY szybką rock'n' rollową. Jakoś kłuje mnie w oczy stwierdzenie że Brothers In Arms była z góry skrojona i nagrana na zysk. Nie wiem skąd Ty masz takie wiadomości i wszystko tu w ogóle jakieś zagmatwane jest w tej dyskusji I szkoda że longpleja z tego nie zrobił....
<a href="http://chomikuj.pl/soplandia?b=1">
<img src="http://images.chomikuj.pl/button/soplandia.gif" border="0" />
</a>
Liczba postów: 9,591
Liczba wątków: 318
Dołączył: 08.2004
A właśnie longplay z tego był i jest. Gorzej z CD
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Liczba postów: 613
Liczba wątków: 25
Dołączył: 11.2005
Robson napisał(a):A właśnie longplay z tego był i jest. Gorzej z CD
Play to może i jest ale long....?
<a href="http://chomikuj.pl/soplandia?b=1">
<img src="http://images.chomikuj.pl/button/soplandia.gif" border="0" />
</a>
Liczba postów: 1,389
Liczba wątków: 26
Dołączył: 05.2008
Nośnik. LP to winyl. Ale rozumiem o co chodzi. Też chciałbym cały album w tym stylu
Love, Peace & Dire Straits
|