Już po koncercie! (uwaga, będzie dłuuuugi tekst)
Byłem jedynym polakiem i chyba najmłodszš osobš na występie Davida - rednia wieku to 40-50 lat. Koncert odbywał się w małej, zadbanej miejscowoci o nazwie Thyrow. Bilet zaklepałem wczeniej telefonicznie, więc kosztował tylko 18. Gdybym go kupował w dniu koncertu, to bym musiał zapłacić 21. Zostało więc troszkę monet na smacznš kawkę w przerwie między dwiema częciami koncertu.
Koncert rozpoczšł się punktualnie o 20:00, jednak na salę zaczęto wpuszczać o 19. Ja na miejscu byłem chwilę po 17, więc nie miałem co z sobš zrobić. Zwiedziłem wioskę, kupiłem sobie parę rogalików i udałem się do miejscowego domu kultury, gdzie chciałem odebrać bilet.
Na dziedzińcu było mało ludzi, lecz każda z osób zasuwała na pełnych obrotach - tu kto niósł kanapki, tam kto piwko dostarczał... W poszukiwaniu kompetentnej osoby wbiłem się od razu na głównš salę, gdzie siedziała sobie cała ekipa muzyków i paru miejscowych dwiękowców. Przywitałem się w drzwiach i zaraz podeszła do mnie pani, z którš udałem się do biura i odebrałem bilecik. Nie pozwoliła mi niestety posiedzieć na sali, więc musiałem ewakuować się spowrotem do samochodu.
Poszedłem jednak na skróty, przez boczne wyjcie.... i trafiłem na korytarz, który prowadził prosto na scenę. Tam sobie w ciepełku stałem parę metrów od muzyków, którzy popijajšc winko dostrajali instrumenty. Stałem tam dobre 20 minut dopóki mnie nie dorwała jaka dwumetrowa kelnerka i grzecznie wyprosiła na dwór, po czym zakluczyła drzwi i musiałem czekać do 19 już na zewnštrz

Na nic się zdało moje jęczenie, że tam jest zimno <_<
Chwilkę przed 19 byłem już w rodku. Kilkaset krzesełek ustawionych w rzędach - na każdym z nich naklejka z numerem. Panie przy drzwiach nalepiały numerki na bilety, po czym każdy z goci musiał odnaleć swoje miejsce. Mi się trafił szczęliwy numerek 69 B)
Niestety na koncercie byłem sam. Andrzej przez problemy zdrowotne nie mógł niestety mi towarzyszyć

Na szczęcie moi "sšsiedzi" okazali się nad wyraz miłymi ludmi i było z kim gawędzić.
Co do samego występu ciężko mi się jako obszernie wypowiedzieć. Chłonšłem muzykę jak gšbka

Zarówno gitarzysta Harry Bogdanovs, jak i basista Pete Shaw dawali z siebie wszystko. Bezbłędnie, z wirtuozeriš godnš samego Marka uzupełniali gitarowš i klawiszowš grę Davida. Sam David zrobił na mnie bardzo dobrze wrażenie - skromny, miły, dowcipny

Większoć utworów to ballady, na samym poczštku grane wyłšcznie na gitarach klasycznych, bez perkusji. Kiedy dosiadł się do nich Geoff Dugmore, mocniej zaiskrzyło. Publicznoć się zaczęła ruszać za sprawš bardziej żywych piosenek. Muszę przyznać, że w mam ogromne luki w dyskografii Davida, więc rozpoznałem tylko kilka najpopularniejszych utworów. Od czasu do czasu David opowiadał anegdotki. Między innymi jak to kiedy mieszkał z Markiem i Johnem Illsleyem w ciasnym mieszkanku
Jedno okrelenie cinie mi się na usta - muzyka przez wielkie "M". Dzisiaj byłem wiadkiem występu prawdziwych profesjonalistów, którym granie na prawdę sprawiało radoć. David co chwila się umiechał do siebie, perkusista miał się przez cały czas, a basista przechodził samego siebie w wygibusach

Drugi gitarzysta za to był bardzo skupiony i miał poważnš minę wirtuoza... W przerwach między piosenkami również klaskał, machał i puszczał oczka do nas.
Nie sposób nie porównywać Davida do swojego brata. Momentami jego głos bardzo przypominał głos Marka, jednak wydaje mi się, że David wyrobił u siebie pewnš manierę w piewaniu, która go wyranie odróżnia od braciszka. Spiewa..hmm... mniej mruczšco

Jego piew na żywo zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Bardzo charakterystyczny, idealnie pasował do melodii piosenek. Nie było mowy o żadnym fałszowaniu. Po prostu bajka. Nie zaprzštałem sobie głowy robieniem zdjęć. Po pierwsze siedziałem za daleko i zdjęcia wychodziły po prostu le (inna sprawa, że nie potrafię robić zdjęć). Po drugie nie chciałem, żeby mi co odwracało uwagę od muzyki
Jedynym utwórem, który David zagrał na turkusowo-białej elektrycznej gitarze była "Bernadette". Ech. Klimat Dire Straits... Publicznoć szalała

Z czasem i starsze osoby się rozkręciły i klaskalimy pod rytm do kilku ostatnich piosenek. Na probę Davida w jednym utworze piewalimy z nim nawet refren
Chciałem kupić płytę CD, którš promowano na stronie internetowej Davida, jednak została ona kompletnie wyprzedana na poprzednich koncertach. Kupiłem więc jego najnowszy album "Song for the Siren" i ustawiłem się w kolejce do autografu. Po drodze wisnšłem jeszcze dwa plakaty.
Sporód wszystkich fanów, którym David podpisywał płyty, ja z nim rozmawiałem chyba najdłużej. Pozdrowiłem go w imieniu wszystkich polskich fanów, po czym poprosiłem o podpisanie jednego z plakatów dla NAS B) Powiedziałem, że byłoby bardzo miło, gdyby kiedy i u nas zagocił z występem. Odpowiedział, że póki co raczej się na to nie zanosi. Więc jego odpowied mnie nie zaskoczyła. On za to był bardzo zaskoczony, że w Polsce ma fanów. Spytał skšd o nim w ogóle wiadomo... Odpowiedziałem mu, że głównie internet i nasza stronka
http://www.knopfler.pl..... I w tym momencie dotarło do mnie, że nie ma sensu go pytać więcej o stosunki z Markiem. Na wieć o tym, że jest taka polska stronka w internecie z poczštku się zdziwił, po czym umiechnšł. Jednak potem dopytał szybko o kim ta stronka jeszcze jest.... Zanim zdšżyłem mu odpowiedzieć, sam się domylił, że również i o Marku. Bšknšł tylko "no tak, Mark..." <_< Momentalnie mina mu zrzedła. Stało się dla mnie jasne, że nie wypada już zadawać żadnych pytań, które dotyczyłyby relacji między nimi. Niedawno z resztš czytałem wieżutki wywiad z Davidem, w którym stanowczo zaprzeczył jakoby kiedykolwiek Dire Straits miało ponownie zagrać, dlatego odpuciłem dalsze pytania.
Na pierwszym plakacie jest więc napisane "For Polish fans", a na drugim poprosiłem go o dedykację dla Andrzeja. "For Andrew" rzekłem kładšc mu poster na stolik. B) David na to: "oh, very nice name"

Wtedy mu powiedziałem, że to nie dla mnie, a dla kolegi, który bardzo chciał przyjechać na ten koncert, ale choroba mu nie pozwoliła. Więc David napisał "Best wishes Andrew" i kazał przekazać życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.
Wspólnego zdjęcia z Davidem, choć była taka możliwoć, nie zrobiłem. Nie jestemy dla siebie żadnymi kolegami... i jako dużo bardziej wolałem z nim zamienić parę zdań, niż oglšdać potem przez lata pozowanš fotę
Tak więc koncert bardzo udany i bardzo chętnie udam się na jeszcze jeden. (Dzisiejszy koncert był już drugim, który miał miejsce w Thyrow). Miejmy nadzieję, że jeszcze nadarzy się okazja spotkać się w większym gronie
No i trzeba pomyleć o jakiej zakładce na stronce tylko o Davidzie. Jeszcze najdzie go ochota na wstukanie "www.knopfler.pl" i niestety swojego zdjęcia nie odnajdzie. A szkoda, bo jest to znakomity artysta! Tworzenie dobrej muzyki ma we krwi.
Wielkie SORRY za ewentualne błędy w tekcie, jestem okropnie zmęczony, a chciałem się podzielić z Wami moimi dzisiejszymi emocjami NATYCHMIAST
Poniżej moje zdobycze:
Plakat dla nas:
I wspomniany już drugi egzemplarz dla Andrzeja:
Kończę pisać tego posta o godzinie 2:17... Nic mnie jednak nie powstrzyma od przesłuchania płyty przy lampce wina.
Dobranoc!