05.01.2012, 14:26
Może zbyt wielkie słowo w tytule wątku ale wlaśnie sobie na początku roku przypomnialem clipy DS i szczególnie "Heavy Fuel" sprowokowal mnie do tej refleksji. Może naiwnej ale chyba wcześniej o tym nie rozmawiliśmy. Bo zachodze w głowę czy rzeczywiście na jednym z koncertów DS podczas ostatniej trasy na scenie działy się takie dantejskie sceny
Ten aktor goniący jedną z groupies (tak ją sobie nazwałem
) i demolujący zestaw perkusyjny. Ja wiem że wszystko można ładnie i sprawnie, sprytnie zmontować ale reakcje publiczności oddają to co faktycznie mogło sie dziać na scenie. Nie wiem co o tym myslicie ale już kiedyś się nad tym zastanawiałem. Swoją drogą bardzo lubię ten teledysk
ps. żeby było ciekawiej oglądałem The Videos Dire Straits z kasety video bo jest bogatsza niż DVD. Ot taki kolejny paradoks w twórczości naszego ulubionego zespołu
Ten aktor goniący jedną z groupies (tak ją sobie nazwałem
) i demolujący zestaw perkusyjny. Ja wiem że wszystko można ładnie i sprawnie, sprytnie zmontować ale reakcje publiczności oddają to co faktycznie mogło sie dziać na scenie. Nie wiem co o tym myslicie ale już kiedyś się nad tym zastanawiałem. Swoją drogą bardzo lubię ten teledysk
ps. żeby było ciekawiej oglądałem The Videos Dire Straits z kasety video bo jest bogatsza niż DVD. Ot taki kolejny paradoks w twórczości naszego ulubionego zespołu


Kupiona w Jeleniej Górze na początku lat 90 w nieistniejącej już księgarni HIT na 1-go Maja... Ech