Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Relacje z koncertu
#1
Tak na szybko,kilka słów, bo emocje zbyt duże by pisać. Koncert świetny, setlista chyba nie mogła być lepsza, SoS, BiA, Speedway, a więc to o co niektórzy z nas drżeli czy będzie, klimatyczne 5.15 a.m. i Haul Away, So far z "Poland" zamiast "Łódź" ( zastanawiałem się czy MK da radę wymówić, chyba było jednak zbyt trudne ), ale co najważniejsze bardzo dobra forma całej ekipy z Markiem na czele, gdzie trzeba był spokój, a gdzie trzeba odpowiedni "drive", zwłaszcza w SoS i TR , a więc coś czego przynajmniej mi brakowało we Wrocku ( o Marbletown i Speedway'u nawet nie wspominam, bo tu zawsze jest stosowny "power" ). Do tego 5 utworów z nowej płytki ( tu może tylko pewien żal, że nie było Yon czy też Kingdom,ale chyba czepiam się na siłę ), w całym koncercie "aż" 17 :-) Jednym słowem Rewelacja :-)
Odpowiedz
#2
A ja niestety mam mieszane uczucia...
To już czwarty koncert Marka z kolei jaki zaliczam w naszym kraju i w moim odczuciu... najsłabszy. Mark jak to Mark, zagrał świetnie i do niego ani jego muzyków nie można się przyczepić - klasa sama w sobie. Ale mam pewne subiektywne odczucia, które jako zagorzały fan DS i MK nasuwają mi się do całości:
Po pierwsze nagłośnienie. FATALNE. Nie wiem czy to kwestia mojego miejsca (trybuny, sektor P), ale w ogóle nie słyszałem wokalu Marka. Klawisze, skrzypce i flet musiały się przebijać zza hałasującego basu. Widać, że dźwiękowcy tez to czuli bo starali się to poprawiać. Raz było lepiej, raz gorzej, ale generalnie na tle poprzednich trzech koncertów ten wypadł słabiutko. Dobrze że solówki gitarowe były wyraźne, no i partie wokalne w utworach o delikatnym podkładzie muzycznym np. Privateering.
Po drugie interakcja Marka z publicznością. O ile na poprzednich koncertach coś zagadywał, opowiadał, to dzisiaj gdyby nie konieczność przedstawienia członków zespołu nie powiedziałby do nas nic. No może poza jednym szybkim "thank you". Wiem, że Mark nie jest gadułą, ale przyzwyczaił mnie do większej spontaniczności. Dzisiaj momentami miałem odczucie jakby przyszedł odwalić swoją robotę (świetną zresztą), ale jakby zapomniał o kilkunastu tysiącach słuchaczy, którzy czekali na parę słów w ich stronę. W końcu przyjechałem na koncert, a nie posłuchać płyty.
Po trzecie setlista. Nie zgodzę się z przedmówcą. Mogła być lepsza... i to dużo. Osoby dla których to był pierwszy koncert będą zadowolone. Dla mnie to jest czwarty i chociaż uwielbiam Telegraph Road to słuchanie go po raz czwarty, podobnie jak Romeo, Sultans i Brothers już mnie tak nie bawi, nawet jeśli to są hity ponadczasowe. Wg mnie najlepiej na tym koncercie, czego się zupełnie nie spodziewałem, wypadły nowe utwory. Szkoda, bo chociaż zagrał wszystko świetnie, to zamiast wspomnianych ever green'ów dałbym się pociąć za Private Investigations, Love Over Gold, Six Blade Knife czy Why Worry.
Generalnie muzycznie koncert super, ale za wspomniane "rozczarowania" daję ocenę 4. Czy pojadę na kolejny? Nie wiem.... pewnie tak Oczko

Pozdrawiam.
Odpowiedz
#3
Trochę dziwnie się czuję źe to już po:-( Jedyny minus: zdecydowanie za krótko. Było nieziemsko.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#4
Media o koncercie (i o knopfler.pl) Uśmiech

http://www.mmlodz.pl/photo/1760505/Forum...jego+idola

MM Łódź

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,13874...ECIA_.html

Gazeta.pl

http://lodz.naszemiasto.pl/galeria/zdjec...,t,tm.html

Nasze Miasto Łódź

http://ddlodz.pl/mark-knopfler-w-lodzi-p...nie-filmy/

DD Łódź

SETLISTA:

http://www.setlist.fm/setlist/mark-knopf...87476.html

===
knopfler.pl na Facebooku - https://www.facebook.com/knopflerpl

Perkusja jest jedna a pałki są dwie :]

"Drummers have the biggest instruments... Uśmiech"
Odpowiedz
#5
Marcin_G napisał(a):Po pierwsze nagłośnienie. FATALNE. Nie wiem czy to kwestia mojego miejsca.

ja siedzialem na płycie w A3 i na brzmienie narzekac nie moge. Wokal, gitary, flet czy skrzypce, wszystko było wyraźne. Jeśli były gdzieś braki to...w basie, w niektórych kawałkach. Myślę że wrażenia odsluchowe były zależne od zajmowanego miejsca, co po części jest winą speców od nagłośnienia, bo Arena to jedna z lepszych akustycznie hal w Polsce (na marginesie, dla mnie koszmarem był koncert we Wrocku, gdzie siedzialem na płycie z tyłu i praktycznie przez cały koncert dźwiękowi towarzyszył pogłos). Co do kontaktu z publicznością to i we Wrocku nie był on zbyt duży, pewnie gdyby nie konieczność wytłumaczenia pozycji siedzącej, byłoby jak w Łodzi. Setlista, cóż napisałem swoje subiektywne odczucia (dla mnie był to 3 koncert MK w Polsce), jasne też bym z chęcią usłyszał np. why worry, water of love, czy tunnel of love z genialnym początkiem (o np. you and your friends nie wspominając :-) ), z drugiej strony koncert bez SoS, BiA czy TR, nieważne że słyszanych za każdym razem wcześniej, byłby dla mnie niepełny. Tak jak u Zeppelinow jest Stairway, u Purpli Smoke, czy Strange Kind, u Floydów/Gilmoura Time, Wish, czy też Comfortably, tak u MK są w/w perełki. Z koncertowych wymiataczy czyli Speedway i Marbletown, też ciężko byłoby zrezygnować. Wniosek jest jeden, MK musi (idąc za przykładem np. Cohena czy też Bossa) zwiększyć długość koncertu do co najmniej 3 godzin ;-)
Odpowiedz
#6
Marcin_G napisał(a):A ja niestety mam mieszane uczucia...
To już czwarty koncert Marka z kolei jaki zaliczam w naszym kraju i w moim odczuciu... najsłabszy. Mark jak to Mark, zagrał świetnie i do niego ani jego muzyków nie można się przyczepić - klasa sama w sobie. Ale mam pewne subiektywne odczucia, które jako zagorzały fan DS i MK nasuwają mi się do całości:
Po pierwsze nagłośnienie. FATALNE. Nie wiem czy to kwestia mojego miejsca (trybuny, sektor P), ale w ogóle nie słyszałem wokalu Marka. Klawisze, skrzypce i flet musiały się przebijać zza hałasującego basu. Widać, że dźwiękowcy tez to czuli bo starali się to poprawiać. Raz było lepiej, raz gorzej, ale generalnie na tle poprzednich trzech koncertów ten wypadł słabiutko. Dobrze że solówki gitarowe były wyraźne, no i partie wokalne w utworach o delikatnym podkładzie muzycznym np. Privateering.
Po drugie interakcja Marka z publicznością. O ile na poprzednich koncertach coś zagadywał, opowiadał, to dzisiaj gdyby nie konieczność przedstawienia członków zespołu nie powiedziałby do nas nic. No może poza jednym szybkim "thank you". Wiem, że Mark nie jest gadułą, ale przyzwyczaił mnie do większej spontaniczności. Dzisiaj momentami miałem odczucie jakby przyszedł odwalić swoją robotę (świetną zresztą), ale jakby zapomniał o kilkunastu tysiącach słuchaczy, którzy czekali na parę słów w ich stronę. W końcu przyjechałem na koncert, a nie posłuchać płyty.
Po trzecie setlista. Nie zgodzę się z przedmówcą. Mogła być lepsza... i to dużo. Osoby dla których to był pierwszy koncert będą zadowolone. Dla mnie to jest czwarty i chociaż uwielbiam Telegraph Road to słuchanie go po raz czwarty, podobnie jak Romeo, Sultans i Brothers już mnie tak nie bawi, nawet jeśli to są hity ponadczasowe. Wg mnie najlepiej na tym koncercie, czego się zupełnie nie spodziewałem, wypadły nowe utwory. Szkoda, bo chociaż zagrał wszystko świetnie, to zamiast wspomnianych ever green'ów dałbym się pociąć za Private Investigations, Love Over Gold, Six Blade Knife czy Why Worry.
Generalnie muzycznie koncert super, ale za wspomniane "rozczarowania" daję ocenę 4. Czy pojadę na kolejny? Nie wiem.... pewnie tak Oczko

Pozdrawiam.


Po raz kolejny okazuje się, że dużo zależy od miejsca. Ja miałem bardzo dobre, bo w drugim rzędzie. Nagłośnienie było rewelacyjne, słyszeliśmy każdy instrument bardzo dobrze. A Mark nie musiał nic mówić... jego mimika wskazywała wszystko. Na jego twarzy wylewało się milion emocji, był w doskonałym humorze, mrugał go swoich muzyków, niemal flirtował z nimi wzrokiem... widać, że doskonale się bawią i to przeniosło się na nas - publiczność :-)
A setlista? No cóż nie da się dogodzić każdemu... ja np moje ukochane TR mógłbym słuchać na każdym koncercie (a Mark chyba to moje marzenie czuje przez skórę, bo gra...Uśmiech)
„ten sławny koncert DS z Bazylei” … „zdarlem te tasme do czarno-bialosci....”
Odpowiedz
#7
Krótko - było super. W sektorze A3 nagłośnienie Ok, koncert świetny, setlista jak dla mnie - idealna. Nie spełniły się koszmary o braku SoS czy So far Away więc ja jestem przeszczęśliwy Uśmiech
Nagrałem kilka utworów, gdyby ktoś chciał "przeżyć raz jeszcze" proszę bardzo Uśmiech :

http://www.youtube.com/watch?v=s11JkC47PY4 - What It Is
http://www.youtube.com/watch?v=TPbvaMRxgEw - So Far Away
http://www.youtube.com/watch?v=UMMOTvCRVsk - PriVateering.
http://www.youtube.com/watch?v=Jbf4eXqXq7A - Brothers In Arms
- Sułtani " w drodze"

Jeszcze coś dorzucę gdy będę miał chwilkę, teraz wracam do pracy Uśmiech

PS. Mark nie jest gadułą, nie przyjechał gadać, tylko grac, więc rozczarowany ani tym bardziej zdziwiony tym wszystkim nie byłem Uśmiech
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#8
Widać następnym razem trzeba polować na płytę Uśmiech
A propos dźwięku, to chłopaki mają na tej trasie trochę problemów ze sprzętem. Guy Fletcher wspomina o tym w swoim pamiętniku.
@Floyd1981 masz rację. Każdy kolejny koncert Marka mija mi szybciej. Wczorajszy wydawało się że trwał godzinę....
Odpowiedz
#9
Rafał58 wielkie dzieki za filmiki... eh, strasznie żałuję, że mnie tam z Wami nie było...
byłam we Wrocku 2010, i faktycznie nagłośnienie w miejscu gdzie siedziałam było kiepskie,
w 2008 byłam w Edynburgu - w Playhouse'ie - tam z kolei nagłośnienie wspaniałe, Mark żartował i opowiadał historyjki prawie przed każdym utworem...ale..brakowało tej publiczności Uśmiech ja wczoraj usypiałam dzieciaki przy nagraniu koncertu z Wrocka Oczko ciężko było...
This is all the heaven we got,
right here where we are
Odpowiedz
#10
Fajnie fajnie, a jakie były gadżety w tym roku poza mp3 ? Ma ktoś może zbędną książeczkę ( jeśli była ) , chętnie odkupię...
I've got a right to go to work but there's no work here to be found
------------------------
szefu Uśmiech
Odpowiedz
#11
Zamawiał już ktoś pendriva-gitarkę?
Odpowiedz
#12
Ja na razie krótko. Siedziałem z żoną na płycie A1, rząd 6 od środka sceny. Poza małymi problemami w What It Is na początku wszystkie dźwięki słychać było bardzo dobrze (raz mały problem z fletem McGoldricka). Jesteśmy zachwyceni wszystkim-set listą (to ja), Mark w doskonałym humorze, z uśmiechem na twarzy, ciągła interakcja z muzykami (to co Anrom zauważył). Tak samo muzycy, humor, bawili się graniem. Poziom wykonawczy: fenomenalny Uśmiech

Koncert mnie oczarował, a trochę MK na scenie już widziałemUśmiech.

We Wrocławiu siedziałem na trybunach i to był dramat-fatalne nagłośnienie, czyli raczej dużo zależy od miejsca.

Dla mojej żony bohaterem drugiego planu: John McCuskerUśmiech

Aha, wyróżnialiśmy się w tej zieleniUśmiech
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#13
Rafal58 - dzięki za filmiki, fantastyczna pamiątka po wieczorze!
Czy komuś z Forumowiczów udało się uchwycić Marbletown? - jak dla mnie chyba najlepszy moment wieczoru, nie tylko Mark, ale i cały zespół pokazał kunszt, a panowie McCusker i MacGoldrick pełnię swoich możliwości w ich "rdzennych" klimatach (to w końcu muzycy folkowi - z rodowodem z Flook i Battlefield Band)
Podobnie jak Marcin_G - wysoko na trybunie na wprost sceny dało się odczuć deficyt wokalu względem basu, mam nadzieję, że na gitarkach mp3 akustycy dadzą sobie radę z problemem.
Wieczór magiczny, dla mnie nieco mało Marka kosztem Dire Straits, ale dzięki temu większość publiki porywało za zespołem.
I na koniec refleksja "dziś prawdziwych muzyków już nie ma" - kto z "młodych" wykonawców porywa się dziś na formy po 10-15 minut jak TR czy nasze wczorajsze Marbletown? - niestety, do tego, by utrzymać przy sobie przez taki czas publikę, trzeba mieć co przekazać, i w warstwie tekstu, i muzycznie Uśmiech - nam tego wczoraj nie zabrakło!
Piper to the End
Odpowiedz
#14
Koncert fenomenalny... wykonanie "Privateering" wgniotło mnie w krzesełko (płyta, B3), i pozostawiło tam wgniecionego do końca... kocham i wielbię Marka za "ponowną interpretację" swoich piosenek w czasie koncertów - widać, że on czuje i wie, o czym śpiewa - ale to przeszło moje najśmielsze wyobrażenia...

... niestety, z powodów osobistych (byłem z całą rodziną, moja młodsza Siostra chyba z "nadmiaru wrażeń" straciła przytomność, i było "trochę" zamieszania... na szczęście ponoć służba medyczna stała na b.wysokim poziomie Uśmiech ) z "oczywistych względów" nie mogłem się nacieszyć moimi ukochanymi "Romeo & Juliet" i "Speedway At Nazareth" (a także świetnym, którego, aż wstyd się przyznać, nie znałem, "Marbletown") - tutaj moje nieśmiałe pytanie/prośba, może dość niestosowna - czy ktoś zamawia "gitarkę" z łódzkiego koncertu? Chętnie bym dorzucił swoje studenckie grosze do zakupu (bo 150+wysyłka to już jednak dość sporo), żeby mieć u siebie te kilka utworów... przypomnieć coś, na czym byłem, ale z czego w sumie niewiele pamiętam ;/
Odpowiedz
#15
3 sława cisną się na usta (byli) genialni, fenomenalni, profesjonalni...
Odpowiedz
#16
Po wczorajszym wieczorze: Muzyka MK ma działanie terapeutyczne, regenerujące, hipnotyzujące, oraz wywołuje stany euforii i bezgranicznej szczęśliwości- i to powinno w końcu zostać udowodnione naukowo ( nie wiem, zbadać słuchaczom poziom jakiś neuroprzekaźników w mózgu po koncercie, albo co...)
Koncert absolutnie na najwyższym poziomie, powiem tylko, że oglądając filmiki na YT z koncertów wiem już, że oddają one może jedną trzydziestą tego czego doświadcza się w rzeczywistości... jeśli w ogóle.
To jest taka jakość grania, której nikt sobie nie jest w stanie sobie wyobrazić, nie doświadczywszy jej na własnej skórze.
Jeśli taka muzyka istnieje- wszystko nabiera sensuUśmiech
Dzięki Mark.

ps: bardzo fajnie było was wszystkich zobaczyćUśmiech

ps: aha, podobało mi sie też to jak Mark pieknie potrafi wyeksponować swoich muzyków w poszczególnych numerach: Marbletown to ewidentnie popis basisty i skrzypka, Father and son- 5 minut dla dud, a Used to could to popis pianisty.
No i widac że jest miedzy nimi niesamowita chemia i porozumienie.
You might get lucky now and then
You win some

Odpowiedz
#17
To i moja krótka relacja poniżej. Spojrzenie z pozycji bardziej bluesfana Oczko

Koncert rozpoczął się z lekkim opóźnieniem ok. 15-20 minut, a w ramach supportu można było między innymi posłuchać odtwarzanego z płyty Howlin' Wolf’a . Ok. 19:50 po zapowiedzi angielskiego konferansjera zespół wraz Knopflerem pojawił się na scenie i zaczęli tak jak wszystkie koncerty na tej trasie od „What It Is”. I muszę przyznać, pomijając kilkukrotne charczenie w głośnikach, że miałem wrażenie, że zaczęli zupełnie bez werwy i emocji. Jak dla mnie tam gdzie siedziałem (płyta przód) było troszkę za cicho. Generalnie pierwsze utwory jakoś zupełnie bez emocji przyjąłem “Corned Beef City” “Privateering” “Father and Son” “Hillfarmer’s Blues” “5.15 AM”.

Dla mnie zaczęło się coś dziać od rhythm’n’bluesowego „I Used to Could”. I właśnie najbardziej mi szkoda, że nie można zobaczyć Knopflera w tym repertuarze w większym wymiarze. Potem poleciało „Romeo and Juliet” czyli jeden z hitów który niejako wpisany jest w cenę biletów, a nie ma co ukrywać że grając trasy w salach po 10tyś. ludzi przynajmniej połowa jest pierwszy raz lub przyszła po to aby odsłuchać przebojów. I o ile Romeo and Juliet” w wersji koncertowej bardzo lubię to kolejny chyba najbardziej sztandarowy utwór czyli „Sultans of swing” od kilkunastu lat Mark wykonuje w stylu który bardzo średnio trawie.

Jednak zaraz po „SoS” zagrali mój ulubiony rhythm’n’blues z ostatniej płyty czyli „Gator Blood” i jak dla mnie było bardzo pięknie. Nie mogło zabraknąć chyba już jednego z koncertowych pewniaków „Postcards from Paraguay” oraz kolejnej pieśni z elementami folkowymi „Haul Away” gdzie znakomicie wypadają muzycy towarzyszący Knopflerowi i z wielką przyjemnością można posłuchać grania mocno zahaczającego o folk. I to właśnie John McCusker – skrzypce, Glenn Worf – kontrabas, Ian Thomas-perkusja byli bohaterami moim zdaniem najpiękniejszego momentu podczas koncertu czyli pięknie rozimprowizowanej końcówki „Marbletown” gdzie włączył się również na gitarze akustycznej Knopfler. John McCusker zagrał fantastycznie na skrzypach pokazując, że nie trzeba grać na tym instrumencie udając gitarę elektryczna aby pokazać wirtuozerie publiczności „nieklasycznej”. Razem z Glenn’em świetnie improwizowali i brzmiało to jak w klubie dla 100 a nie dla kilkunastu tysięcy ludzi. Moim zdaniem gdyby koncert składał się z większej ilości takiej muzyki byłoby to zdecydowanie ciekawsze wydarzenie muzyczne.

No ale ludzie chcą przebojów a więc potem mamy kolejnego koncertowego pewniaka który znakomicie się sprawdza na dużych koncertach „Speedway at Nazareth”. A zaraz po nim kolejny ważny utwór i jak dla mnie to z tzw. przebojów mogłoby być właśnie tylko „Telegraph Road” to prawdziwy koncertowy „killer”. Na bis zagrali „Brothers in Arms” a więc chyba ktoś kto oczekiwał przebojów raczej nie mógł czuć się oszukany a koncert zamknęło „So Far Away” które doskonale wpisuje się na taką okoliczność. W sumie dwie godzinny znakomitej muzyki, Knopfler trochę jakby z dużym dystansem i mało „rozmowny” z publicznością, ale ten typ tak ma Oczko

Również kilka zdjęć. Nie bawem będzie tego trochę wiecej Oczko

[Obrazek: obraz302001.jpg]
[Obrazek: obraz372001.jpg]
[Obrazek: obraz413001.jpg]
[Obrazek: obraz438001.jpg]
Odpowiedz
#18
To i ja dorzucę swoje spotrzeżenia Uśmiech. Na nagłośnienie nie mogę absolutnie narzekać, wszak siedziałem od samego mistrza niecałe 2,5m (A3 rząd 1)... To nie pierwszy koncert, na którym byłem, ale pierwszy, w którym każdy zmysł mógł dokładnie i swobodnie kontemplować całe widowisko. Dla mnie set lista była wzorowa! Dużym atutem jest tu fakt, że zagrał najważniejsze kawałki DS, co nie wszędzie miało miejsce.
Jestem absolutnie oczarowany Haul Away oraz Marbletown (gdzie McCusker świetnie zaimprowizował, co było widać po minach zespołu). Telegraph jak zwykle klasa sama w sobie. Miłe zaskoczenie Sułtanami - w końcu miały tego powera, które mi brakowało 3 lata temu we Wrocku. Reasumując Mark jak zwykle pokazał swój geniusz muzyczny, a reszta zespołu udoskonaliła i to fantastyczne wydarzenie. Pozdrawiam
Odpowiedz
#19
Ja napiszę krótko - dla mnie najlepszy koncert Knopflera od 2005 roku. Gdyby jeszcze zamiast 5.15 AM zagral Yon Two Crows, to by bylo idealnie, tak to tylko 99,5% satysfakcji Oczko Zmeczony przyjechalem do domu o 3, rano nie mialem serca zrywac syna do szkoly Uśmiech))) Dzieki wszystkim za spotkanie, zielone kermity wymiatają Oczko
P.S.: Zobaczyc ponownie Pense Suhr w akcji - bezcenne Uśmiech
P.S. II: Ian Thomas wydaje się być znacznie lepszym perkusista niz poprzednicy Uśmiech
and it's your face I'm looking for on every street...
Odpowiedz
#20
ma ktoś Marbletown nagrane? plis wrzućcie gdzieś.... i całą resztę... Roken super foty Uśmiech
This is all the heaven we got,
right here where we are
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Fotki z koncertu Ania_M 0 10,785 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:
  Filmiki z koncertu już na YouTube Mikołaj Wieczorek 0 7,144 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości