Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Artykuł o Marku z wczorajszego "Telegraphu"
#1
Mark Knopfler: Jakim cudem jeszcze żyjemy?

Mark Knopfler o problemach związanych z Dire Straits i nowym, spokojnym życiu, które zaowocowało pierwszym podwójnym albumem w 35-letniej karierze muzyka.

Muszę dużo grać – mówi Mark Knopfler. Lider Dire Straits, utytułowany jednym z najlepszych gitarzystów świata, jest wyraźnie zakłopotany, gdy pytam go, jak ocenia siebie jako muzyka. – Jeśli moją towarzyszką życia miałaby być tylko gitara, musiałbym jeszcze dużo ćwiczyć. Sam byłem sobie nauczycielem, nigdy nie robiłem czegoś, czego bym nie chciał. Nie trzymałem się sztywno jakichś wskazówek, złamałem dużo zasad gry na gitarze. Po prostu się tym bawię.

W wieku 62 lat, Knopfler osiągnął sprzedaż 120 milionów albumów, solowych i z Dire Straits. Występował przed milionami. Współpracował chociażby z Bobem Dylanem, Randy Newmanem, Tiną Turner, Emmylou Harris, Vanem Morrisonem i Ericiem Claptonem. Ale nadal z ironią reaguje, gdy mówi się o nim jako o dobrym muzyku: W moim zespole prawdopodobnie jestem najsłabszym ogniwem. Podziwiam muzyków, którzy potrafią improwizować, to naprawdę świadczy o ich ogromnym talencie, a jest ich przecież cały świat. Gitara służy mi do napisania piosenek, to tylko romans, najważniejsza jest cała piosenka.

W tym tygodniu Knopfler wydaje Privateering – swój pierwszy podwójny album w 35 letniej karierze, usytuowany w muzycznym krajobrazie, który Knopfler określa jako: miejsce, w którym łączą się ze sobą Mississippi i Tyne – 20 piosenek , łączących folk, blues, country i rock, opowiadających subtelnie, ale szczegółowo o trudach życia i dokonywanych wyborów. Im jestem starszy, tym większą czuję potrzebę opowiadania historii. Nie wiem, czy to wynika ze strachu przed uciekającym czasem, ale teraz w zasadzie nie robię nic, poza pisaniem piosenek”.

Urodzony w Glasgow i dorastający w rodzinnym domu matki w Northumberland, Knopfler mówi: Pokochałem muzykę będąc jeszcze małym dzieckiem. Wielkie wrażenie wywarł na mnie Chuck Berry, tym, że na tekst stawiał tak mocno, jak na muzykę – to naprawdę było piorunujące. Mając jakieś 12-13 lat, zasłuchiwałem się w Boba Dylana. Byłem zakochany w brzmieniach, porwał mnie rytm rock’and’rolla, ale zawsze zwracałem dużą uwagę na warstwę tekstową. Nigdy nie chodziło mi tylko o muzykę. Tworzę utwory, które portretują ludzi. Albo takie, które opisują moje odczucia. Sułtani swingu grają tak, jak nikt się tego nie spodziewał – obserwujesz tę sytuację. Innym razem wchodzisz do sklepu RTV, gdzie facet skarży się na gwiazdy rocka – i mamy Money for nothing. Do napisania Telegraph Road albo: Sailing to Philadelphia skłoniły mnie książki, podróżowanie, różne przestrzenie czasowe – po prostu geografia.

Nie ma notesu, ale często odwołuje się do zasłyszanych fraz i obserwacji. Myślę, że mam swojego rodzaju magazyn w głowie, w którym zamiast rupieci gromadzę wersy i pojedyncze słowa. Przy „Money for nothing”, gdy usłyszałem faceta, musiałem poprosić o kartkę, by siąść w kącie sklepu i napisać tekst. Piosenkę traktuję trochę jak towarzysza podróży. Gdy pojawia się pomysł, kołacze z tyłu głowy, to historie wciąż aktualne. I to też wiąże się z tworzeniem muzyki, muzyki, która ma swoje korzenie. Czasy się zmieniają, ale nie zmieniają się ludzie – i to mnie fascynuje.

Więc nawet jeśli tytułowa piosenka nowego albumu Knopflera to zaproszenie do wspólnej podróży statkiem w minionej erze, morskich kradzieży i piractwa, Mark potrafi znaleźć odniesienie do współczesności: Mam swoją małą grupę ludzi, z którą podróżuję przez świat. Cieszę się, że mogę nimi dowodzić, że mogę podróżować przez cały świat i być z nimi w różnych miejscach. Privateer [korsarz – [przyp. mój Uśmiech ) to moje drugie imię.
- Ale nie napadasz, nie rabujesz – zauważam.
- Nie. To zamierzchłe czasy – odpowiada mi Mark z poważną miną.

Knopfler to prawdopodobnie najbardziej zrównoważona gwiazda rocka ze wszystkich, z którymi rozmawiałem. Jest grzeczny, pokorny, pełen szacunku do ludzi, spokojny i samowystarczalny, co czyni go niemal niewyróżniającym się z tłumu. Jest taka scena w „A Life In Songs”, gdzie widać Knopflera siedzącego w kawiarni w pobliżu miejsca, w którym będzie grał koncert. Widać ścianę, na której wisi billboard zapowiadający imprezę. Ale nikt z obecnych w kawiarni nie odczuwa, że siedzi z nimi gwiazda. Ten spokój to coś, czego szukał, gdy w 1995 roku rozwiązywał Dire Straits. – Skończyłem z tym, bo chciałem wrócić do rzeczywistości. Taka skala popularności jest nieludzka. Zawsze bardzo lubiłem rozmawiać z kierowcami, bo to niezależni, ciekawi ludzie. Pamiętam, jak źle się czułem, gdy podczas ostatniej trasy koncertowej Dire Straits nie zamieniłem ani słowa z kierowcą.

Knopfler miał 28 lat, gdy Dire Straits odnieśli swój pierwszy sukces. Pracowałem fizycznie od 14 roku życia w różnych zawodach, na budowie, w fabrykach, magazynach, na farmach i w wielu innych miejscach, później jako dziennikarz i nauczyciel. To dobre doświadczenie dla młodego człowieka, możesz spotkać wielu wspaniałych ludzi, ale nic cię nie przygotuje do dorosłego życia.

Mark cofa się w przeszłość, gdy miał swoje pięć minut i wspomina to jako szaleństwo i horror: Miałem za swoje – zrealizowałem swój plan. Wpadłem w pułapkę, ale brnąłem dalej. To było silne, wielkie, ekscytujące, ale bardzo traumatyczne przeżycie, wierz mi. To szaleństwo. Pamiętam całą masę wywiadów w 1978: pierwsza płyta DS była hitem, czułem się tak, jakbym był czyjąś marionetką. I nie mogłem zrobić nic, tylko obserwowałem, jak tracę nad wszystkim kontrolę i jak trudno mi to wszystko wytrzymać – Mark, mówiąc to, potrząsa głową, jakby na znak klęski.

Oh, Boże – wzdycha. Nadal jest w dobrych stosunkach z basistą Dire Straits, Johnem Illsleyem (to mój serdeczny kumpel), ale podejrzewam, że nic nie skłoni go do reaktywacji zespołu. To trochę dziwne, że jednak udało mi się to wszystko przeżyć, bo cena za sławę jest naprawdę wysoka. To sprawia, że zastanawiasz się, czy dobrze przeżyłeś swoje życie. Nie jestem przesądny, ale czasem, gdy podróżuję, gdy nie ma mnie długo, zdaję sobie sprawę, jak ogromne mam szczęście w życiu – zdarzyło się, że tylko krok dzielił nas od tragicznego wypadku i trudno wtedy nie myśleć o cudzie. Jak to się stało, że my wszyscy jeszcze żyjemy?
A trzeba przecież wrócić do domu i odciąć się od wszystkich problemów, od świadomości, że mogłeś już tu nie wrócić. W takich chwilach cieszę się, że wyszedłem z tego cało i mam nadzieję, że więcej nie będę musiał przez to przechodzić.

Neil McCormick, The Telegraph

http://www.telegraph.co.uk/culture/music...aster.html

Czekam na poprawki Uśmiech
We talked of looking just out of town
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to



Tu można kupić moją książkę Uśmiech
Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka
Odpowiedz
#2
Dzieki Aniu za wywiad.
Fajnie sie go czytalo.
Mark to goscUśmiech zwasze podobala mi sie jego skromnosc i zrownowazenie, choc szkoda czasami ze po koncertach ucieka jak dzik w zoledzieUśmiech
Odpowiedz
#3
Ja też Anula dziękuję za trud.

"Czasy się zmieniają, ale nie zmieniają się ludzie – i to mnie fascynuje..."

Ta myśl niesie Marka bardzo często.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#4
Cała przyjemność po mojej stronie Uśmiech
Mi najbardziej spodobał się ten fragment: "Knopfler to prawdopodobnie najbardziej zrównoważona gwiazda rocka ze wszystkich, z którymi rozmawiałem. Jest grzeczny, pokorny, pełen szacunku do ludzi, spokojny i samowystarczalny, co czyni go niemal niewyróżniającym się z tłumu", co w sumie jest jednoznaczne z tym, co napisał Mirek Oczko
Mam jeszcze jeden tekst do przetłumaczenia, ale to już na jutro.

Jak ja bym chciała kiedyś przeprowadzić z Markiem taki wywiad...... Wywracanie oczami
We talked of looking just out of town
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to



Tu można kupić moją książkę Uśmiech
Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka
Odpowiedz
#5
Ale faktycznie ta scena z tego dokumentu "Life in Songs" jest niezwykła. Siedzi sobie w takim letnim ogródku z Glenem Worfem zupełnie na luzie, anonimowy a za kilka godz. koncert przed dużą publicznością. O to mu chodzilo i udało mu sie.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wikipedia o Marku schnitzell 0 16,177 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:
  Wkładka o Marku Knopflerze (nr 4/146 Kwiecień 2015) Stach 0 2,002 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości