Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nasi w Londynie
#21
Waldku z toba Jambo jet mozna wszedzieUśmiech pomysl o luxemburgu jeszczeUśmiechto nie koniec swiataUśmiech
Odpowiedz
#22
mirek napisał(a):Prawda Waldku Jambo Jet (historia z samolotami gdyby ktos nie byl w temacie ale mysle ze waldek skrobnie cos na ten temat) Nawet gdy wszystko przeciwko nam, wulkan mgla, odleglosc zmeczenie a mimo jest wola to sie spelnia. Waldku wyrazy szacunku za twoj wyczyn. Pokazales ze moznaUśmiech.

Jak się ma bilety to żaden wyczyn,wsiadasz i jedziesz,tym bardziej, że parę osób już było na miejscu-(nie mogłem nie dołączyć do kółka).Mimo wielu wrażeń nie ma zbytnio o czym opowiadać, wszak w Londynie byliśmy tylko kilka godzin.
Odpowiedz
#23
Po bardzo intensywnym dniu i pierwszym koncercie wracalismy do naszego galagtycznego hostelu wpelni uradowani i zaszokowani RAH, dzien byl dlugi , dla nie ktorych zaczal sie o 4 nad ranem a skonczyl ok 2.00 w nocy. W naszym "galaktyku" dolaczylismy do reszty odpoczywajacych przy piwie i potem lulu paciorek i spac. Teraz na mnie tez czas wiec koniec na dzis, to byl dzien pierwszy podboju Londynu.
Odpowiedz
#24
Powiedzcie jak gadżety? Ktoś kupił w Londynie program? Bo tym jestem żywo zainteresowanyUśmiech W 1996 roku byłem na tyle młody i głupi-heheh oraz nie miejący wystarczająco kasy, że w Pradze mogłem kupić jedną rzecz i wybrałem zapinkę (zreszta całkiem całkiem) zamiast programu GH Tour. I tego brakuje mi w kolekcji Markowej. Czy ktoś jeśli ma ten program mógłby rzucić skan na forum albo może chce sprzedać?
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#25
Pablo, ja nie kupilem niestety, ale moge kupic we frankfurcie, jesli Cie interesuje
Odpowiedz
#26
Pablo - program kosztował 10 funciaków ale z tego co wiem to nikt się nie skusił. Jestem przekonany że we Wrocku będzie też można kupić...Ja skusiłem się na coś innego ale z autografem...

Robson - wybacz mi proszę ale na czapkę dla Ciebie nie starczyło funduszy Smutny

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#27
10 funciaków? To moim zdaniem dobra cena, gdyż założę się, że w "bogatej Polsce" będzie drożej-hehehe. Kurka nie pomyślałem o tym.

Z autografem? A co to było?
A long time ago came a man on a track...
Odpowiedz
#28
Londinium Knopferum Magnificium!

Sala i sam koncert: zupelnie inna kategoria niz w Polsce. RAH to samograj; nie zgodze sie tez z Lamento ze byla zle naglosniona. Koncert byl cichszy niz te na ktorych dane mi bylo byc w Polsce, ale za to wysmienicie zrealizowany - selektywny, czysty i dokladny. Wyeksponowany wokal i gitara, reszta na rownym poziomie w tle. Nareszcie stopa i bas nie zagluszaly np. klawiszy. Mark w wysmienitej w formie, setlista tez ok. Coyote - poezja. Done with Bonaparte - przed koncertem rozmawialismy, ze juz dosc, ale wersja z dudami byla przemiodna. Jedyne zastrzezenia jakie moge miec to zupelne niewykorzystanie potencjalu telebimu. Dali siana i tyle.

Londynczycy, Londyn, podroz: dziekuje Wam za te dni, atmosfere, spedzony wspolnie czas. Bardzo sie ciesze, ze znajomosci z forum przeniesione do rzeczywistosci nie tylko nic nie traca, ale wrecz zyskuja. Aneto, Agnieszko, Andrzeju, Mirku, Romku, Igorze, Wacku, Macku, Grzesiu, Waldku - we salute you!
Samo miasto - Londyn to Shangri-La jesli chodzi o historie i muzyke. Ulica z dziesiatkami sklepow z instrumentami (w jednym poszedl Markowy Shecter, a sam Mark wysylal tam swoich ludzi na zakupy Oczko) - poezja Duży uśmiech Fajnie bylo znow zobaczyc Westminster, przejsc sie przez West End i ulicami City, zjesc fish and chips u frontu Tower. Moglbym jutro leciec kolejny raz Duży uśmiech

A oto relacja (mniej lub bardziej dokladna) calego pobytu:

Niedziela,
godz. 17 - miliony telefonow do wizz air i upewnianie sie czy wszystko jest w porzadku z ta odprawa online, bo do konca mialem jakies zle przeczucia.
godz. 22 - pakujemy sie z Karolina, samolot za 8 h
godz. 23 - proba zaczerpniecia paru minut snu - failed. Karolina pisze prace zaliczeniowa Duży uśmiech

Poniedzialek,
godz. 1 - dalej nie mozemy spac, przeciez zaraz wyjezdzamy!
godz. 3 - wyruszamy na lotnisko
godz. 3.10 - bladzimy! aaaaaa
godz. 4 - Pyrzowice stoja otworem, papieros, redbull, zostawiamy bagaz i przechodzimy do sali odlotow
godz. 6 - start punktualny, pod nami big milkowe chmury, za nami wyjacy w niebo glosy bobas. znowu nici ze spania.
godz. 7.30 czasu LDN - Luton, papieros, toaleta
godz. 9 - podroz coachem zleciala szybko, jestesmy na Victorii jako pierwsi. Umowilismy sie na 14 w hostelu wiec cale 5 h na spacerek Uśmiech Ruszamy w strone Buckingham Palace, nastepnie, wirujac miedzy maratonczykami ktorzy akurat wybrali sobie ten dzien aby zablokowac londynskie ulice, przemieszczamy sie w strone Westminster, zahaczamy o Trafalgar i National Gallery, pare ksiegarni. Pierwsze objawy zmeczenia. Nie ma co...
godz. 13 - siedzimy w naszym hostelowym pubie popijajac cider. Po paru minutach ktos usmiecha sie do nas przez szybe - jest Mirek Uśmiech
godz. 14 - wszyscy sie melduja. nieciekawa wiadomosc - nie ma Waldka Smutny logujemy sie do hostelu, prysznic i dwie godzinki snu - nie dalo sie inaczej.
godziny popoludniowe - chlopaki ida odprowadzic Mirka na pierwszy koncert. Nie mowili ze sami tez sie znajda w srodku RAH. Szczesciarze. Idziemy na zakupy do tesco, Agnieszka spi, reszta dnia uplywa na rozmowach przy piwie i herbacie.

Wtorek,
godz. 8 - schodzimy na sniadanie - tosty i kawa, ale wazne ze w cenie Język Atmosfera caly czas goraca, choc na zewnatrz leje. Nie przeszkadza nam to jednak wpakowac sie w metro i ruszyc do centrum.
godz. 10 - 13 - powtorka z wizyty w centrum Stolicy Stolic - kilometry szybko mijaja wraz z mijanymi krolewskimi parkami; chlopaki strzelaja zdjecie za zdjeciem.
godz. 13 - deszcz nie odpuszcza; czesc z nas decyduje sie wrocic do hostelu i odwiedziec lokalnego halalalale (czyt: knajpe z arabskim jedzonkiem); ja, Karolina, Macsa, Romek z Aneta, Mirek i Igor ruszamy na podboj West Endu - Shaftesbury Avenue wyciaga z nas sporo pieniazkow - obiad i pamiatki, ale pare minut wczesniej kawka w Angelucci's i wizyta w Ronnie Scott zdecydowanie byly warte tej przeprawy - co wiecej, rozpogadza sie!
godz. 16 - powrot do hostelu i przygotowywanie sie psychiczne do nadchodzacego wystepu. Trzymamy kciuki by Waldek zdazyl!
godz. 18 - wyruszamy do RAH
godz. 19.30 - wygodnie siedzimy i sluchamy supportu w wykonanie Katie Welsh. Ktos sie przepycha i macha - Waldek! Euforia. koncert - orgazm emocjonalny. Po koncercie Mirek zagaduje przybylych Wlochow; wymiana koszulek. Spacerek wzdluz Diana's Walk prosto do hostelu.
godz. 22 - do 3 nad ranem siedzimy i rozmawiamy. o koncercie, o forum, o zyciu. Waldek, Agnieszka, i Mirek wyjezdzaja z rana. Reszta spi.

Sroda,
godz. 8 - sniadanie
godz. 10 - dzielimy sie na dwie grupy - Wacek, Macsa, Grzes i Igor atakuja Harrodsa i Oxford street a Bet, Karolina, Romek i Aneta kieruja sie na poludnie.
godz. 11 - zaczynamy chyba najdluzszy spacer podczzas tego pobytu. London Bridge - Southwark Cathedral, The Globe, Millenium Bridge, St. Paul's Cathedral, City of London, The Tower, Tower Bridge. Nagle znajome twarze. Ekipa zakupowcow i znow jestesmy w kupie.
godz. 14 - powrot do hostelu i ostatnie refleksje.
godz. 16 - udajemy sie na lotnisko.
You do what you want to
You go your own sweet way...
Odpowiedz
#29
Bet pieknie opisal caly pobyt, ja dodam cos od siebie, co mi jeszcze podpadlo pod zmysly. Po sniadaniu ruszamy na londyn, gdzies w tle zadaje sobie pytanie, czy Waldek dojedzie, mam nadzieje ze sie uda, bardzo chce by byl, bo on byl "spiritus movens" calej wyprawy i szkoda by bylo gdyby nie dojechal, caly czas martwie sie tym ale i ufam ze sie uda,
W centrum wchodzimy do dwoch sklepow z gitarami w jednym z nich Bet bierze za jedna i robi maly koncercik. Angellucci, Ronnie Scott, pozniej obiadzik we wloskiej restauracji ale bez wloskiej obslugi (pamietacie Pania z Litwy?) powrot do hostelu, krotki odpoczynek i metrem do RAH. Nie spieszymy sie z Andrzejem, Macsem na koncert, czekamy na zewnatrz na Waldka, dzwonie do niego mowi mi ze bedzie za 20 min, mowie mu spokojnie zdazysz bo jest support, mijaja 20 min decydujemy sie isc do sali i tam czekac na Jambiego. Pani Welsh konczy koncert, ekipy przestawiaja sprzet, stroja gitary itp itd. Denerwujemy sie czy aby Waldek zdazy, zapowiedz o zakazie fotografowania, koncert tuz tuz a Waldka nie ma.
I nagle ktos wpada na sale w nasze drzwi, widze Waldek, kamien z serca , radosc pelna, Waldek idzie do swojego sektoru. Jestesmy w komplecie, Waldek z corka dolecieli na 2 min przed koncertem. A koncert, znowu jestem w niebie, mysle ze w niebie bedzie podobnieUśmiech Koncert jesli moge porownac do poprzedniego dnia, znowu czysty , piekny wywazony, a jesli chodzi o Marka i zespol jeszcze lepiej zagrany, i jest Get Lucky , utwor ktory chcialem koniecznie uslyszec. Znowu sie rozplywam w dzwiekach i klimacie RAH. Mam apetyt na jeszcze ale trzeba jutro sie pakowac i wracac, na pocieszenie sa koncerty w Frankfurcie, Luxemburgu, Köln, Manheim i we Wroclawiu.
Powrot do hostelu , pogawedki przy piwie. O 5 zrywam sie i ruszam na lotnisko London City. Metro jeszcze zamkniete, wiec ide piesza dwie stacje do Baker Street, pozniej autobusem ma Oxford street a dalej juz metrem i kolejka na lotnisko. Jestem bardzo wczesnie. Wydaje reszte funkciakow na kanapke i kawe. Oczekujac na samolot slucham sobie koncertu Marka ze Stanow, wrocil wspomnien czar. Trzeba wracac do Dojczlandii a Londyn taki urzekajacy.

Dziekuje jeszcze raz za towarzystwo i wspaniala atmosfere. Do nastepnego...


Załączone pliki
.jpg   100_0600.jpg (Rozmiar: 99.8 KB / Pobrań: 27)
.jpg   100_0601.jpg (Rozmiar: 104.73 KB / Pobrań: 36)
.jpg   100_0602.jpg (Rozmiar: 94.91 KB / Pobrań: 24)
.jpg   100_0603.jpg (Rozmiar: 99.31 KB / Pobrań: 28)
Odpowiedz
#30
Macsa, co bylo z autografem?!
Love, Peace & Dire Straits
Odpowiedz
#31
filipk91 napisał(a):Macsa, co bylo z autografem?!

Takie cudo proszę państwa:

[Obrazek: FRONT-COVER-TEXTURIZED-300.jpg]

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#32
Ja tez mam Uśmiech
Odpowiedz
#33
Bet właśnie przypomniał mi,że nasza koszulka pojechała z Londynu do Włoch.
Odpowiedz
#34
Zasadniczo , to jeszcze nie mogę ochłonąć. Fajnie było , naprawdę fajnie.

Największe zaskoczenie ?????? .....a było ich kilka:
- Aranżacje wszystkich utworow Marka. Rozbudowane, otwierające horyzonty zmysłowo-muzyczne, rasowa muza.
- RAH - po prostu profesja, klimat, i kawał historii
- Dotarcie Jamborego na koncert w ostatniej chwili. Co ten chlopiec nas stresu nabawił. Ciągle lubi zaskakiwać, a to znika na pół roku, a to zjawia sie na ostatnia chwilę przed koncertem, i co najwazniejsze, że mu to wszystko wybaczamy , dlaczego ??????, za Jego wielkie zaangazowanie i niesamowitą osobowość.
- angielski w wykonaniu Macsy i Wacka. Papcie mi spadły. (oj, ta wasza skromność)
- poczucie humoru i ciagły usmiech na twarzy Mirka
- przekonanie mnie przez Anroma i Anetę, że Londyn jest naprawdę piękny i interesujący
- Bet - czwarty rok Filologii Angielskiej (jak ten czas leci), no i za, piękne recenzje z koncertu. Też bym tak chciał umieć okrasić w słowa, muzykę Marka. Jeśli chodzi o Karolinę, to gratuluje gustu Beciku.
- Igor - za stres przed wylotowy, podparty melisą i lekami uspokajającymi
- Grzesiu - że wytrwal obok mnie na pierwszym koncercie (bez zbędnych słów)
- Agnieszka - za to że dolączyla do nas w ostatniej chwili.

DLA MNIE TO FORUM , TO NIE TYLKO MUZYKA, TO ROWNIEZ LUDZIE KTORZY TO FORUM TWORZA. DZIEKUJE WAM ZA WSZYSTKO.
We are the sultans of swing...
Odpowiedz
#35
Londyńskie wspomnienia

Poniedziałek , 5:45 dzwoni budzik, zupełnie niepotrzebnie - nie śpię już od co najmniej pół godziny. Poranna toaleta, buty na nogi, kurtka, plecak i gotowy do przygody życia...

Autobus zajeżdża spóźniony, potem niespodziewane o tej porze korki, wynikiem czego jest szybki 300 metrowy sprint do linii biegnącej na lotnisko - ufff jestem o czasie, wsiadam. Typowo brytyjska pogoda - leje jak z cebra. Jakieś trzy przystanki i dosiada się Igor, jakoś bladziutko wygląda, od trzech dni na melisie i szałwii. Ostatni posiłek jadł wczoraj koło południa...

Docieramy na lotnisko kilka minut po siódmej - pierwsze emocje związane z legendarnymi korkami na Nowym Dworze opadają - pojazdy potrafią tu utknąć w ostatnim czasie nawet po 120 minut. Jesteśmy. Dzwoni Wacek - kończy przyrządzać jajecznicę, jeszcze śniadanie, poranna toaleta i będzie się zbierał na lotnisko - ten facet to ma nerwy ze stali !!! Kolejny telefon - Romek z Anetą widzą już tablicę Wrocław ale od godziny stoją w korku - skrzynia biegów wciąż na jedynce, tempo żółwie, jak to objechać ? Niestety mogę pomóc tylko trzymając kciuki - nie da się inną drogą...

Sprawdzamy wagę i wielkość naszych bagaży, zwiedzamy lotnisko, za godzinkę wpada Wacek, bez żadnych oznak stresu. Jeszcze fajeczka i ustawiamy się w kolejeczkę do odprawy, chłopaki muszą ściągać buty, mi zabierają wodę mineralną. Czekamy jeszcze sporą chwilę, jest jakieś 20 minut do odlotu - cały czas obserwuję koniec kolejki. Dzwoni telefon - Romek właśnie wysiada przy lotnisku - pomógł mu właściciel parkingu zabierając ich prosto z gigantycznego korka. Kierujemy ich bezpośrednio do odprawy - za moment charakterystyczna czerwona koszulka pojawia się na końcu kolejki ! Ufffff, emocje opadają - grupa wrocławska w komplecie.

Pakujemy się do Boeinga 737-800, pełna obsada, obok nas małżeństwo z pięciomiesięcznym dzieckiem. Kołujemy na pas startowy, silniki potężnej mocy wciskają nas w fotele, błędnik szaleją - kilka minut i pogoda zmienia się diametralnie. Piękne słoneczko świeci ponad kołderką z chmur...

Lądowanie i kilometry korytarzy, pierwszy kontakt z angielskim urzędnikiem przy kontroli dokumentów - pani wygląda sympatycznie i zaczyna rozmowę od "witamy na wyspach" po polsku - miała na imię Iwona...

Pod główną tablicą czeka już na nas Andrzej, powitania, uściski, fajeczka i pierwsze niepokojące informacje od Waldka...Jeszcze chwilka i wyląduje ekipa krakowska - Wacek wymyśla gag z kartką powitalną. I znów miłe chwile powitania - jest Ptysia z Grzegorzem, niestety nadal brak dobrych wieści od Waldka. Ptysia jedząc krakowskiego obwarzanka kupuje nam wszystkim bilety w tą i z powrotem - widać że język wyspiarzy wyssała z mlekiem matki...

Godzina piętnaście jesteśmy tuż obok muzeum Sherlocka Holmesa na Baker Street. Krótki spacer i wita nas okazały The Green Man oraz reszta załogi...cdn...

Fotki - set pierwszy:
http://users.finemedia.pl/macsa/London/London1/

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#36
jambore;"Bet właśnie przypomniał mi,że nasza koszulka pojechała z Londynu do Włoch"
Zgadza sie we wtorek na koncercie marka byly prznajmniej dwie grupy wlochow. Jedni przyjechali we wtorek rano na koncert wtorkowy i nastepnego dnia mieli wracac do Italii. Gruga druga z ktora nawiazalismy kontakt, to grupa 5 osob ktora przybyla na 2 koncerty Marka, na wtorek i srodeUśmiech
Widac ze nie jestesmy tak szaleni , rowniez wlosi sa szaleni, chwala im za to. Postaram sie nawiazac kontakt z nimi z ich forum. Wlasnie im podarowalismy koszulke Get Lucky produkcji Wojtka, w rozmiarze L, ktora miala dostac sie do lamento ale... ale wlosi to tez lamento, kopnieto, spaghetii, bordello, tutto frutto quello belloUśmiech mysle ze beda fotki z przekazania koszulkiUśmiech
Odpowiedz
#37
Fajnie się was wszystkich czyta! Po Waszych wrażeniach na następne koncerty w Londynie to bilety kupimy chyba hurtowo... Dzięki ogromne za relacje, trudno oprzeć się zazdrości...
Odpowiedz
#38
oj byłem zielony, ale w poniedziałek była tylko woda niegaz Uśmiech
tea
Odpowiedz
#39
http://knopfler.forumfree.it/

Link do wloskiego forum, napisalem kilka slow do nich ciekawe czy sie odezwaUśmiech
Odpowiedz
#40
Macsa, myślałem, że to coś markowegoDuży uśmiech a jego autograf też tam jest?;>
Love, Peace & Dire Straits
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Występ na Trafalgar Square w Londynie Robson 16 7,559 01.12.2009, 18:23
Ostatni post: macsa

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości